Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 43838
  • Dzisiaj wizyt: 3
  • Wszystkich komentarzy: 956

Pingwiny ^^

Blog S.D.P. (doctor sadist)
http://blogsadysty.blogspot.com/

Humanizacja Sadysty
http://pomhumansbysadist.blogspot.co.uk/

Humanizacja Alice/Marilyn
http://humanizacjaalicepom.blogspot.
co.uk/

Humanizacja Blackie Line
http://wojenna-gra.blogspot.co.uk/

(nie o pingwinach ale również świetny :D)
http://zagubione-opowiadania.blogspot.co.uk/

i jeszcze kilka :)

Vinkacz
http://vinkie-equestria.blogspot.co.uk/

FlippyHTF
http://happytreefriendsopowiadania.
blogspot.co.uk/

Wiku$$ka
http://pl.pzm-fanfakty.wikia.com/wiki/Pingwiny_
z_Madagaskaru_fanfakty_Wiki

40. Bo ja mam ciebie, a ty masz mnie

Bo ja mam ciebie, a ty masz mnie
 Minął jeden tydzień, a potem kolejny. Chociaż wszystko wydawało się być takie samo jak wcześniej, nic nie mogło być takie jak kiedyś. Nicole nie potrafiła oprzeć się wrażeniu, że każdy dzień przypominał film który grał w jej głowie – i jak to w filmach bywało, czekała na swoje szczęśliwe zakończenie. Lecz ono nie nadchodziło.

O mało nie spłonęła ze wstydu, kiedy razem z bratem stanęli przed przełożonym i przekazali mu wieści. Lider zachował się fachowo i zaakceptował tę informację niczym prezenter telewizyjny – z niewzruszoną, kamienną miną. Nicole, nie mogła zmusić się, aby spojrzeć na Skippera; podziwiała swoje stopy z najróżniejszych perspektyw. Kiedy już wydawało się, że temat jest zakończony, zebrała się na odwagę aby rzucić w stronę dowódcy jedno, szybkie spojrzenie. Mogłaby przysiąc, że przez jego twarz przebiegł bardzo delikatny i subtelny wyraz ulgi. Długo po tej chwili wciąż na nowo wracała myślami do tego wyrazu twarzy i analizowała go na nowo, lecz nie rozszyfrowała nic innego.

Większość dni spędzała w samotności – nie była pogrążona w rozpaczy lub smutku, w głębi duszy cieszyła się, że odnalazła brata i że pamięć do niej wróciła. Ale lubiła samotność, bo przynosiła jej ciszę, której tak potrzebowała aby zebrać myśli. Tak tłumaczyła to sobie i kolegom z oddziału, lecz gdzieś w zakamarkach swojego umysłu wiedziała, że po prostu nie wiedziała jak zachowywać się obok Kowalskiego. Czy miała zachowywać się jakby nic się nie stało? Ale przecież się stało, może pomyśli sobie, że Nicole go ignoruje, że go nie potrzebuje. A ona potrzebowała go bardziej niż kogokolwiek innego.

Sporadyczne próby nawiązania rozmowy między rodzeństwem nie owocowała w konkretne rozmowy, głównie składały się one z kilku zdawkowych zdań o pogodzie. Najbardziej brakowało jej lekkości z jaką kiedyś obchodziła się z Kowalskim – a on z nią. Teraz ich relacja była ciężka i niczym żelazny blok przygniatała jej klatkę piersiową, pozbawiając tchu.

Teraz również siedziała sama, skulona na łóżku i pogrążona w lekturze. Jej oczy śmigały z linijki do linijki niczym wahadełko, lekko przechodząc przez każdą stronę. Tak dobrze znała tą książkę, lecz wciąż udawało jej się znaleźć w niej coś nowego.

„- Tacy jak my, co to pracują na ranczach, to najbardziej samotni goście na świecie. Nie mają

rodziny. Nie mają własnego kąta. Przychodzą na ranczo, zarobią trochę forsy, a potem idą do miasta iprzepuszczają wszystko. I zanim się obejrzysz, już zasuwają na inne ranczo. Nie mają żadnej

przyszłości ani planów.

 

Lennie był wniebowzięty.

 

- No właśnie. A teraz powiedz, jak to jest z nami.

 

- Z nami to całkiem inna sprawa. My mamy przyszłość. Mamy do kogo otworzyć gębę, mamy

kogoś, kto się choć trochę nami przejmuje. Nie musimy siedzieć w żadnej knajpie i przepuszczać forsy

jak ci, co nie mają się gdzie podziać. Jak taki gość trafi do paki, to może tam zgnić i nikt palcem nie

kiwnie. Ale z nami jest inaczej.

 

- Z nami jest całkiem inaczej – powtórzył Lennie. – A dlaczego? Bo… bo ja mam ciebie, a ty

masz mnie. Właśnie dlatego – roześmiał się radośnie.

Zatrzymała wzrok na ostatnim słowie i zamknęła wysłużoną kopię „Myszy i Ludzie”, kładąc ją gładko obok siebie.

bo ja mam ciebie,
a ty masz mnie”

 

Powtórzyła te słowa w głowie.

 

Dokładnie tym był dla niej Kowalski – podporą, tym kimś, bez kogo czuła się jak niekompletna układanka. Myśląc o nim widziała przyszłość, czuła, że ktoś się o nią troszczy, że ktoś ją kocha.

 

Ale jak miała mu to wytłumaczyć?
„Hej, braciszku! Wiesz, zdałam sobie sprawę z tego, że nie mogę bez ciebie żyć, więc z łaski twojej odkochaj się we mnie, a ja w tobie i pozbędziemy się niezręczności. A potem żyjmy długo i szczęśliwie, będąc szczęśliwym rodzeństwem”.

 

Potrząsnęła głową, aby jak najszybciej pozbyć się tej myśli. W tym właśnie był problem – ona wciąż go kochała, tylko nie wiedziała jak. Czy potrafiłaby sobie rozkazać, aby zamienić miłość zakropioną pożądaniem, na miłość rodzinną?

 

Z głębokich myśli wyrwał ją dźwięk własnego imienia.

 

-Nicole?

 

To był Skipper, z mieszaniną zażenowania, strachu ale i szczerej chęci pomocy na twarzy.

 

-Można? – spytał, wciąż nie przekraczając progu pokoju. Dziewczyna zaprosiła go do siebie machnięciem skrzydła, a on wśliznął się do niej, zamykając za sobą drzwi.

 

- Przyszedłem pogadać – spojrzał się na nią niepewnie, starając się nie być natrętnym – przyniosłem coś dobrego – dodał z uśmiechem, wyciągając zza pleców lody.

 

Pingwinka zaśmiała się głośno, ale jej śmiech, którego nikt nie słyszał od wielu dni, brzmiał obco w jej uszach, odbijając się echem od ścian.

 

Przywódca usiadł na podłodze obok niej i umieścił kubełek lodów między nimi, podając towarzyszce łyżeczkę.

 

- Czuje się jak dziewczyna na cholernym babskim wieczorze – mruknął cicho, a Nicole zrobiła do niego minę.  Dobrze czuła się w jego towarzystwie, bezsensowne myśli nie pałętały się po jej głowie i nawet potrafiła przywołać uśmiech na swój dzióbek.

 

- Widzę, że po prostu odnajdujesz się w swojej naturze. Od początku kwestionowałam twoją płeć..

 

- O nie! Dziękuję bardzo, ale to, że jestem stu procentowym samcem ustaliliśmy już dawno. Nawet nie zaczynaj i lepiej mnie nie denerwuj, bo zabiorę lody i pójdę – jednak ton jego głosu był lekki i żartobliwy. Puścił o niej oczko, a ona wywróciła oczami do góry.

 

- Przyszedłem pogadać z tobą o wszystkim. Wiem, że potrzebujesz samotności, ale naprawdę za tobą tęsknimy. Wszyscy – położył wyjątkowy nacisk na ostatnie słowo.

 

Pingwinka odetchnęła głęboko, odpychając wszystkie dręczące myśli, które nagle wróciły z podwójną siłą. Zamknęła oczy, delektując się zimnym kawałkiem loda na języku. Czekoladowe – jej ulubione. Skąd on wiedział…

 

- Ekhm, może to zły moment na pogaduszki? Widzę, że właśnie rozpoczęłaś medytację- szczerzył się do niej – widać było, że lubi się z nią przekomarzać.

 

- No to co dokładnie chciałbyś wiedzieć? – powiedziała, oblizując łyżeczkę i ponownie zanurzając ją w pudełku.

 

- Słyszałem, że wróciła ci pamięć. To znaczy, że pamiętasz już wszystko?

 

- Mhmmmm – mruknęła, starając się połknąć wyjątkowo dużą porcję łakocia – pamiętam już wszystko.

 

- A chciałabyś mi opowiedzieć o swojej przeszłości?

 

- Czy ty właśnie starasz się wydobyć ze mnie informacje o tym, czy nie jestem szpiegiem? – rzuciła niby „oskarżycielskim” tonem.

 

- Ależ nie śmiał bym – odpowiedział z pełną powagą – od tego jest Internet..

Nicole podarowała mu kuksańca w ramię.

 

-Ał! Ale masz twarde i bezwzględne te swoje skrzydełka, aż dziw, że tyle siły pomieściło się w tak małym ciałku. No to opowiesz mi, czy nie?

 

- A mogę zacząć tak sentymentalnie, jak zaczyna się każda dobra i sentymentalna książka? – i nie czekając na odpowiedź, zaczęła:

 

- Urodziłam się w małym miasteczku Palo Verde w Kalifornii i mieszkałam tam z mamą i starszym bratem. Nigdy nie dowiedziałam się co się stało z ojcem, nigdy nie był częścią mojego życia. Wiesz, w sumie śniło mi się niedawno dzieciństwo i mama.. tylko wtedy nie wiedziałam, że to moje dzieciństwo. Pamiętam, że zawsze najbardziej lubiłam wieszać z nią pranie, bo schnąca pościel i ubrania chroniły mnie przed podmuchami gorącego wiatru, tak typowego dla Kalifornii. Siedziałam między tym praniem godzinami i często siedział tam ze mną Kowalski –
wypowiedzenie jego imienia sprawiało jej dziwny ból, ale szybko przełknęła ślinę i kontynuowała.

 

- Byliśmy nierozłączni. Wszędzie chodziliśmy razem, wszystko robiliśmy wspólnie – on pokazywał mi nieliczne rośliny które rosły w okolicy i starał się wytłumaczyć proces fotosyntezy, a ja kreowałam dla nas wymyślony, bajkowy świat i zmuszałam go do zabawy „w udawanie” ze mną. Chyba możesz sobie wyobrazić, jak bardzo byłam zdziwiona kiedy dowiedziałam się, że Kowalski uciekł z domu – zrobiła pauzę.

 

Skipper słuchał jej opowieści jak zahipnotyzowany, a z każdym słowem narastał w nim gniew – jak Kowalski mógł zostawić siostrę i matkę, które tak bardzo go kochały?

Nicole zauważyła jego posępną minę.

 

- Nie wiń go za to. Ja robiłam to przez wiele lat, ale w końcu zrozumiałam. Czuł się niepotrzebny, jak pasożyt żerujący na ciężkiej pracy matki. W rzeczywistości po prostu nie był stworzony do pracy fizycznej,  tylko do nauki. To ona zawsze pociągała go najbardziej. Chociaż matka bardzo go kochała, wciąż bardzo denerwowała się na niego, bo nie potrafił zachować się jak głowa rodziny. Chłopak miał tylko piętnaście lat, a matka potrzebowała silnego mężczyzny, który potrafiłby zadbać o rodzinę, zdobyć jedzenie, pójść do kamieniołomu, aby zarobić parę groszy.. Ale jego skrzydełka były stworzone do trzymania ołówka, do rysowania planów, do obliczeń, a nie do ciężkiej pracy. On sam siebie postrzegał jako zbędny problem, kolejny dziób do wykarmienia. Wiedział, że matka jako praczka zarobi wystarczająco aby wyżywić siebie i mnie, tak więc zabrał swoje rzeczy i po prostu odszedł..

 

- No ale jak to się stało, że zostałaś komandosem?

- Od momentu kiedy Kowalski uciekł z domu, wciąż go wypatrywałam. Szukałam go w naszych ulubionych miejscach: przy rzece, na górce, przy lesie.. Nigdzie go nie było, czasami zastanawiałam się, czy go nie wymyśliłam – ale wtedy docierał do mnie szloch matki zza ściany, która nocami rozpaczała nad utratą syna. W końcu straciłam nadzieję, że kiedykolwiek już go odnajdę. Mijał dzień za dniem, a ja coraz bardziej pragnęłam wyrwać się z małego miasteczka, w którym mieszkałam. Ale za bardzo kochałam matkę, nie mogłam jej zostawić.

 

- Ale jednak to zrobiłaś – wtrącił Skipper.

 

- Nie do końca. Matka była coraz słabsza i nawet z moją pomocą nie potrafiła utrzymać domu i zarobić na jedzenie. Poznała jakiegoś faceta, który nie był zbyt okrzesany, ale przynosił do domu wystarczająco, byśmy nie przymierały głodem. Lecz miał słabość do alkoholu i często wracał do domu tak pijany, że zapominał jak nazywała się moja matka. Kiedy prosiła go aby przestał, traktował ją jak worek treningowy. Wkrótce zaczął bić również mnie. Często kładłam się spać z posiniaczoną twarzą. Matka miała słabe zdrowie i zmarła kiedy miałam szesnaście lat. Nie zostałam nawet na pogrzeb, tylko uciekłam nocą, jak poprzednio zrobił to mój brat. Lecz nie byłam tak odważna i wytrzymała jak on.

 

- Ale przecież jesteś – zaprotestował jej towarzysz.

 

-Cii, nie przerywaj. Nigdy nie byłam tak silna jak on. Znalazłam się na pustyni Kalifornijskiej bez wody i jedzenia, tułając się po piachu w niewyobrażalny skwar. Nie przeżyłabym, gdyby nie mój mentor. Był sępem, więc regularnie patrolował tereny pustyni. Najpierw zostawił mnie na pastwę losu – stwierdził, że będę dobrym posiłkiem, kiedy już kopnę w kalendarz. Ale ja się nie poddawałam. On codziennie przylatywał, spodziewając się trupa, a ja nie chciałam umrzeć. W końcu uznał, że z tak wytrwałego pingwina można by zrobić niezłego żołnierza, więc zabrał mnie do ośrodka szkoleniowego, w którym sam uczył. Dawałam z siebie wszystko, uczyłam się każdego ruchu, każdą wolną chwilę spędzałam na ćwiczeniach. Byłam wdzięczna, że żyłam. Ale pragnęłam również zemsty.

 

Przerwała na chwilę, aby spojrzeć na minę lidera. Był zszokowany – oczy wyszły mu lekko na wierzch i zrobiły się okrągłe jak spodki, a dzióbek miał lekko otwarty. Nigdy nie powiedziałby, że ta dziewczyna przeszła przez tak wiele.

 

- Po zakończonym szkoleniu miałam przed sobą obiecującą przyszłość jako komandoska najwyższej rangi, przewidywano, że zostanę kapitanem oddziału. Ale ja nie potrafiłam spędzić chociaż jednej nocy bez myślenia o nim, o mężczyźnie, który zrujnował życie mnie i mojej matce. Którejś nocy chęć zemsty wygrała z rozsądkiem. Pojechałam do swojego starego domu – jak podejrzewałam, wciąż tam był i zmienił mój piękny domek w ruinę śmierdzącą szczynami i tanim piwem. Weszłam do środka, a on leżał rozwalony na fotelu, z wymiocinami przyklejonymi do dzioba i chrapał donośnie, wciąż trzymając pustą puszkę piwa. To był impuls, musisz zrozumieć, on zamienił nasze życie w piekło. Mama chciała dla mnie jak najlepiej, nigdy nie pozwoliłaby mu się zbliżyć do naszego domu, gdyby wiedziała.. on ją wykończył. Wiem, że to, że mnie bił rozdzierało jej serce, ale była za słaba, by z nim walczyć. Skipper, nie oceniaj mnie po tym co zrobiłam, to wciąż do mnie wraca nocami..

 

Cała się trzęsła, a głos jej się zawiesił. Próbowała zjeść łyżkę lodów, jak gdyby nic się nie stało, ale nie mogła trafić nią do dzioba. Rzuciła nią o podłogę.

W mgnieniu oka lider znalazł się tuż obok niej, a chwilę później tulił ją w swoich ramionach. Oddychała nierówno i ciężko, a drżenie nie ustawało, lecz się nasilało.

 

- Już dobrze, wszystko w porządku. Zrobiłaś co musiałaś, nikt cię za to nie obwinia. Już spokojnie.. – dowódca starał się ją pocieszyć i uspokoić, głaszcząc ją po główce.

- Ja go zabiłam. Podpaliłam cały dom, a on był w środku. Słyszałam jego wrzask bólu, był tak pijany, że nie potrafił się wydostać na zewnątrz. Stałam tam tak długo, aż jego wrzaski nie ustały. Ja – ja – ja wciąż je słyszę… – nie wytrzymała i wybuchnęła płaczem, a srebrne łzy rzęsiście spływały po jej twarzy.

 

Skipper nie chciał już tego słuchać, nie potrafił wyobrazić sobie Nicole jako bezwzględnej morderczyni, to nie pasowało do jej delikatnej postawy, do niezdarnych ruchów i słodkiego uśmiechu. To nie była ona, nie mogła być..

 

Teraz już bełkocząc kontynuowała swoją historię, a przywódca z trudem starał się rozszyfrować, co mówiła.

 

- Dowództwo zatu-uszowało sprawę-ę, zamiotła dowody pod-d dywan i pozbyła się wszystkiego, co mogłoby-by mnie łączyć z tą-ą sprawą. Lecz zaprze-e-paściłam swoją szansę na prosperu-ującą karierę, zdegradowano mnie do  poziomu technika-a.

 

Siedzieli tak bardzo długo, Nicole wtulona w umięśnione skrzydła Skippera, a on obejmujący ją jak najmocniej potrafił. Tak bardzo chciał jej pomóc, zrobić coś aby poczuła się lepiej. Lecz potrafił tylko ją obejmować i ocierać jej łzy. W końcu jej oddech wyrównał się, a ona przestała szlochać. Odsunęła się od niego delikatnie.

 

- Przepraszam, miałam o tym nie mówić. Sama nie wiem co mnie naszło. Jeszcze.. jeszcze nigdy nikomu o tym nie mówiłam z własnej woli. Przepraszam..

 

Rzęsy miała sklejone od łez, a jej oczy błyszczały jak smutne diamenty. Skipper mógł bez trudu dojrzeć w nich swoje odbicie.

 

Nie wiedział, dlaczego to robił, ani czy postępował właściwe. Ujął zdziwioną Nicole za jej twarz i otoczył ją swoimi miękkimi, ciepłymi skrzydełkami. Ona przechyliła główkę w prawo, zatapiając się w jego dotyku.

 

Znowu czuła w brzuchu te śliskie węże, które czuła kilka tygodni temu. Kąsały ją, rozsyłając elektryzujące impulsy po całym jej ciele, dotykając każdej kostki i każdego mięśnia. Znowu -  znowu w tej samej sytuacji.

 

Ale tym razem nie czuła niewidzialnej bariery, głosik w jej głowie milczał. Wsłuchała się w rytm swojego serca, ale ono trzepotało jak ptak w klatce, rozsyłając zimne strumienie podniecenia po jej klatce piersiowej.

 

Lider nachylił się i pocałował ją namiętnie, zatapiając swoje skrzydła w jej aksamitnych włosach, a ona odwzajemniła pocałunek, najmocniej jak potrafiła.

 

Hej kochani ;*
Mam nadzieję, że notka wam się podobała :D
Zostawcie swoje myśli w komentach ;DD znacie procedurę <3

(i przepraszam, za to, że nie odpowiedziałam na wszystkie komentarze – obiecuję, że to się wkrótce zmieni!)

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia, chciałam złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia. Zdrowia, radości i rodzinnego ciepła – aby w waszym sercu zagościła dobroć, a na twarzy uśmiech. Masy prezentów i przepięknej Wigilii!
<3

39. Kochanie, już od dawna nie ma dla Ciebie miejsca w mojej głowie

Kochanie, już od dawna nie ma dla Ciebie miejsca w mojej głowie
Kakofonia metalicznych dźwięków wypełniała ciemny pokój w którym znajdowali się żołnierze. Kowalski już trzecią godzinę walił w coś młotkiem, przelewał chemikalia z jednego naczynia do drugiego i co rusz spawał jakieś części razem. Na początku wszyscy byli podekscytowani i z niecierpliwością oczekiwali wyjścia geniusza z laboratorium, lecz mijały minuty i godziny, a on wciąż nad czymś pracował. Nicole, Rico i Szeregowy usiedli na zimnej, twardej podłodze i rozpoczęli niezbyt fascynującą grę w karty. Skipper, który stanowczo odmówił wzięcia udziału w grze, w chwili kiedy trzeba pilnować więźniów, przypatrywał się trzem pingwinom, które miały poprzyklejane karty do czoła. Potrząsnął lekko głową i odwrócił od nich wzrok, przenosząc go na dwie delfinice, które znajdowały się u jego stóp.

Były identycznie, jak na bliźniaczki przystało, lecz w tym momencie jedna z nich miała zapuchnięte od płaczu oczy i smętnie pociągała nosem przez sen. Druga zaś oparła głowę o chłodną ścianę, szukając ukojenia od przenikliwego bólu głowy i znajdowała się w stanie pomiędzy snem a przytomnością. Jej skóra zmatowiała przez ostatnie kilka dni, kiedy była uwięziona w celi pod podłogą, a oczy miała podkrążone i przemęczone. Kręciła się nieustannie, szukając wygodnej pozycji do odpoczynku.

- Gotowe – pingwiny wzdrygnęły się na dźwięk głosu naukowca, który niepostrzeżenie wszedł do pomieszczenia. Dopiero teraz Skipper zauważył, o ile ciszej było, kiedy dźwięki nieustannego walenia wreszcie ustały. Zamknął na chwile oczy, rozkoszując się tą ciszą, aby skupić się na tym, co miało nastąpić. Kiedy ponownie uniósł powieki, strateg już stał przed nim, a skrzydłami otulał jakieś małe, srebrne i kwadratowe pudełeczko. Machnięciem skrzydła zasygnalizował, że gotów jest wysłuchać podwładnego.

- Ekhm, a więc – rozpoczął kulawo Kowalski przy akompaniamencie szurania, które pochodziło od podnoszących się z podłogi pingwinów, które wcześniej grały w karty.  Rzucił szybkie, badawcze spojrzenie w ich stronę, ale szybko powrócił do przerwanej wypowiedzi.

-Emm.. to jest pamięcio-usuwacz. Jak sama nazwa wskazuje, można go wykorzystać do usuwania czyjś wspomnień, ale osoba ta nie straci swojej tożsamości, ani wcześniejszych wspomnień. Możemy pozbawić Aldony świadomości, że pielęgnuje nienawiść do siostry i tego, że jej brat nie żyje. Chyba dość ciężko to przeżywa.. – tutaj chłopak urwał, spoglądając się na wspomnianą delfinicę.

Na dźwięk swojego imienia otworzyła oczy i z zaciekawieniem unosiła głowę, dopóki nie dotarło do niej, co pingwiny planują.

- Nie, nie możecie! Nie zabierajcie mi moich wspomnień! Nie możecie, zostawcie! – Aldona zaczęła wydzierać się na całe gardło, szamocząc się jak ryba wyjęta z wody.

Niespodziewanie rozległ się plask, a dziewczyna wydała z siebie jęk bólu. To Nicole stała przed związaną delfinicą z uniesionym w górze skrzydłem, dysząc ze złości.

- Zamknij się ! Nie rozumiesz, że masz tylko dwie alternatywy? Albo Kowalski usunie ci te skrawki pamięci, które zagrażają nam wszystkim, albo zabijemy cię tu i teraz. Rozumiesz?! Dokonaj wyboru, albo ja dokonam go za ciebie – swoją wypowiedzią zszokowała całe męskie grono, które wpatrywało się w nią z lekkim niedowierzeniem.

- Ty arogancka, mała dziwko – myślisz, że się ciebie boje? Jak tylko się uwolnię, własna matka cię nie pozna.. – tym razem to naukowiec obdarował Aldonę uderzeniem w twarz. Z kącika jej ust popłynął strużek szkarłatnej krwi.

- Nigdy więcej tak do niej nie mów – ostrzegł lodowatym tonem.

- Prze-przepraszam.. Proszę was, nie róbcie mi krzywdy. Obiecuję, że wyjadę z miasta, wyjadę z kraju! Nigdy więcej mnie nie zobaczycie, przysięgam. Tylko puśćcie mnie! Proszę! – cała drżała, a jej oczy wypełniły się łzami. Przeraźliwie się bała i nie potrafiła opanować dudniącego bicia serca, które zdawało się odliczać (w jej mniemaniu), jej ostatnie chwile. Du-dum.. Du-dum..

- Zabawne, jak szybko tracisz grunt pod nogami i błagasz o litość, kiedy to ty leżysz związana na podłodze, usmarowana krwią! Gdybyśmy to my tu leżeli, już dawno byś się nas pozbyła, bez żadnych skrupułów. Podoba ci się to uczucie? To się nazywa bezsilność, a to co sprawia, że serce o mało nie wyskoczy ci z piersi, to strach. A wiesz, co.. – Skipper uciął jej wypowiedź, kręcąc przecząco głową. Jego oczy zdawały się mówić, że leżącego się nie bije.

Nicole wyszeptała coś, co brzmiało jak „ty i te twoje cholerne poczucie moralności”, ale odpuściła znęcanie się nad delfinicą.

- Szefie, ale.. co z Doris? Czy ją też… znaczy, czy ona również… czy my.. – Szeregowy nie potrafił ubrać swych obaw w słowa, a głos co raz mu podskakiwał, by zaraz potem się załamać.

Lider nie odpowiedział. Przygniatała go ta cała sytuacja, czuł jakby coś bardzo ciężkiego opadło mu na ramiona, a on wciąż walczył, by nie załamać się pod tym ciężarem. Dręczyły go myśli, które buzowały w jego głowie jak stado rozwścieczonych pszczół – nie mógł rozróżnić obaw od głosu rozsądku.

- Nie martw się o to Szeregowy.. Pomyślimy o tym później – odpowiedział zdawkowo, ale widać było, że i jemu ta sytuacja łamie serce.

Po jego słowach w pokoju zapadła cisza, która pulsowała im w uszach. Całą tą harmonię przerywał tylko ciężki oddech Doris, która starała się pozostać przytomną, walcząc z przemęczeniem. Nicole przypomniała sobie, jak sama była w takiej sytuacji, jak z wycieńczenia przed oczami widziała tylko czarne kropki. To Kowalski jej wtedy pomógł, to Kowalski ją uratował. A teraz stoi przed decyzją, na którą nie jest gotowy.

- Pomóżcie mi ją przenieść – odezwał się naukowiec i ponownie elektryczny impuls przebiegł wszystkim po plecach. Żołnierze rzucili się na pomoc koledze, unosząc delfinicę wspólnymi siłami i przenosząc ją do laboratorium Bulgota. Zaczęła się wić na ich skrzydłach, desperacko krzycząc z całych sił, aż jej głos docierał tuż do środka ich czaszek, wibrując im w uszach. Ułożyli ją na podłodze – ten mały przerażony i wrzeszczący kłębek, który na przemian płakał, darł się i błagał o litość.

Geniusz powoli ustawiał maszynę przed delfinicą i wycelował ją prosto na dziewczynę.

-Aldono, tak trzeba. Wiesz sama, że tak będzie bezpieczniej dla nas wszystkich. Obiecuję, że po wszystkim nie będziesz pamiętała tylko tego, że nienawidzisz siostry, nas i tego, że opłakujesz stratę brata. Wciąż będziesz tą samą Aldoną. Przepraszam – ostatnie słowo ledwo wypowiedział na głos, ściszył głos, aby uspokoić nie tylko dziewczynę, ale też siebie.

Odczekał jeszcze chwilę i napotkał turkusowe i szkliste oczy Aldony, tak łudząco przypominające oczy Doris. Wyczytał z nich tylko obezwładniającą panikę. Wcisnął guzik i wszędzie rozległo się oślepiające, białe światło, które uderzyło wszystkich po oczach jak błyskawica.

*

Nicole, która została za drzwiami z Doris, poderwała się na równe nogi, kiedy pokój obok wypełniło jaskrawe światło.

- Chłopaki?! Nic wam nie jest? – krzyczała, biegnąc w stronę potężnych metalowych drzwi laboratorium.

Drzwi otworzył jej Skipper.

- Wszystko w porządku – odpowiedział, ale jego ton był pozbawiony emocji.

Na podłodze leżała skulona Aldona, a liny wciąż wżynały jej się w skórę. Oddychała spokojnie i  równomiernie, wyglądając jakby spała.

- Aldona? – naukowiec podbiegł do niej, starając się ją ocucić. Trochę skonfundowana otworzyła powoli oczy.

- My się znamy? – spytała. Geniusz znów przypatrzył się jej oczom – panika i żal zniknęły, chociaż wciąż kręciły się w nich małe, srebrzyste łzy. Zastąpiła je niewinność, która dominowała w jej spojrzeniu.

- Wiesz kim jesteś? – spytał chaotycznie.

- No raczej. Ale nie znam ciebie i przyprawia mnie to o dreszcze. W ogóle ten pokój jest przerażający.. dlaczego na stole leży broń!? – poderwała się i starała się odpełznąć jak najdalej od Kowalskiego, któremu wyraźnie ulżyło.

- Szeregowy, Rico – może zajęlibyście się Aldoną i pokazali jej wyjście? – mięśnie na jego  twarzy rozluźniły się trochę, a na jego twarzy zagościł nawet malutki uśmieszek.

Komandosi wyprowadzili delfinicę, zawiązawszy jej najpierw oczy chustą, aby nie zobaczyła siostry, szczególnie w takim stanie. Kiedy chłopcy wprowadzili delfinicę do pokoju, w którym były Nicole i Doris, paraliżujący strach przebiegł przez kości pingwinki. Jeżeli Doris teraz krzyknie..

Ten jeden, jedyny raz spojrzała się na nią błagalnie i przyłożyła skrzydło do swojego dzioba. Bała się, że delfinica jej nie posłucha i zacznie wrzeszczeć do bliźniaczki, co mogłoby się skończyć nieprzyjemnie. Doris się zawahała – nabrała powietrza do płuc, ale po chwili wypuściła je ze świstem. Aldona wyszła z bazy Bulgota, a Nicole podarowała delfinicy wdzięczne spojrzenie.

- Dobra robota żołnierzu – przywódca z rozmachem poklepał stratega po plecach. Potem przypomniał sobie o istnieniu Doris. Mina mu zrzedła, a skrzydło opadło bezwładnie.

- W porządku szefie, poradzę sobie – zapewnił go strateg. Porozumiewali się bez słów, jak za starych dobrych czasów. Wystarczyło jedno spojrzenie, jedno mrugnięcie i już było wiadomo co trzeba było zrobić. Skipper niemo spytał, czy Kowalski jest tego pewien, na co on odpowiedział odważnym i zdeterminowanym spojrzeniem. Lider westchnął, ponownie poklepał stratega po plecach i wyszedł, zabierając ze sobą Nicole.

Zostali tylko oni – Kowalski i Doris. Patrzyli się na siebie, mierząc się wzrokiem. Chłopak przypomniał sobie jak kilka miesięcy temu, które teraz wydawały się tak odległe jak inne galaktyki, tonął w tych uroczych, szafirowych oczach. Przypomniał sobie jak serce fruwało w środku jego klatki kiedy ją widział i po raz pierwszy nie upomniał się w myślach, że to porównanie jest niezgodne z prawami fizyki.

Podszedł do niej i ujął ją za płetwę.

- Doris?

Nie odpowiedziała.

- Powiedz mi co mam zrobić. Powiedz, bo mam mętlik w głowie. Nie mogę pozwolić ci iść, przecież wiesz. Już nigdy nie byłbym w stanie ci zaufać, że nic nie groziłoby mi i moim kolegom. Wiem, że w głębi duszy jesteś dobrą osobą, wiem o tym! Ale nie mogę, po prostu nie mogę..

- Cii – uciszyła go, kładąc mu płetwę na dziobie i obdarzając go miękkim i ciepłym uśmiechem – rób co masz robić.

- Doris..

- Proszę, po prostu zrób co musisz. Nie potrafiłabym zasnąć po tych wszystkich wydarzeniach.. nie potrafiłabym spojrzeć się wam w oczy.. – zauważyła niepewność wymalowaną na twarzy geniusza – no dalej głuptasie, zrób to.

Stał w miejscu jeszcze chwilę, przestępując z nogi na nogę. W końcu mozolnie ruszył do laboratorium i przywlókł swój wynalazek, stawiając go przed delfinicą, jak to poprzednio zrobił, kiedy celował maszyną w Aldonę.

Całe wieki poprawiał ustawienia maszyny, sprawdzając najdrobniejsze szczegóły, co było wyraźnie zbędną czynnością. Odwlekał tą chwilę tak długo, jak mógł, ale w końcu skończyły mu się pomysły na marnowanie czasu i zmuszony był znów spojrzeć się na dziewczynę.

Była zadziwiająco spokojna, oparta o ścianę wpatrywała się jak geniusz pracował.

- Wiesz, w głębi duszy zawsze żałowałam, że nie zaczęliśmy się spotykać wcześniej. Może wtedy, wszystko potoczyłoby się inaczej..

Kowalski podszedł do niej i ujął jej głowę w swoje skrzydła.

- Przepraszam cię za wszystko. Przepraszam, że cierpiałaś przeze mnie, przepraszam, że przeze mnie znalazłaś się tu i że.. – głos mu się urwał bo w jego gardle stanęła jakaś gula, której nie mógł przełknąć.

- To ja ciebie przepraszam. To przeze mnie wydarzyło się to wszystko, byłam samolubna, a teraz muszę ponieść konsekwencje.. nie będzie bolało?

- Och Doris.. nic nie będzie cię bolało, obiecuję. Zapomnisz, że istniałem i znajdziesz mężczyznę, który pokocha cię tak, jak ja cię nie pokochałem. Przepraszam.. – pochylił się i pocałował ją delikatnie w głowę, po raz ostatni wdychając jej słodki zapach i dotykając jej gładkiej skóry.

Odszedł od niej na kilka kroków i napotkał jej pokrzepiające spojrzenie. Wziął głęboki oddech i wcisnął guzik, a pomieszczenie wypełniło białe, oślepiające światło.

*

*12 godzin później*

Pierwszy do bazy wpadł Rico, twardo lądując na betonowej posadzce. W jego ślady poszli również Szeregowy, Kowalski, Skipper i Nicole. Mieli wyjątkowo uradowane miny, na których malowała się ulga i spokój – wreszcie wrócili do domu, chociaż wszyscy w którymś momencie zwątpili, że w ogóle zobaczą jeszcze swoją ukochaną bazę.

Po tym jak Kowalski sprawił, że Doris zapomniała o nim, o pingwinach, o martwym bracie i siostrze, której obojętna była śmierć Doris, doprowadzili ją do miejsca z którego mogła popłynąć tam gdzie ją dusza poniosła. Odpływając, odwróciła się w ich stronę po raz ostatni i Kowalski mógłby przysiąc, że dojrzał w jej oczach zrozumienie i świadomość tego, co się stało. Lecz odmieniona Doris machnęła tylko kilka razy ogonem i zniknęła w głębokim, topazowym oceanie.

Teraz w bazie panowała radość, która zdawała się obijać o kamienne ściany ich bazy, roznosząc się wszędzie echem. Z pełnymi brzuchami i po ciepłej kąpieli, pingwiny usadowiły się na swoich pryczach. Skipper rozpoczął przemowę, w której chciał wyrazić swoją dumę z ich odwagi, siły i współpracy, ale zasnął głęboko zanim zdołał chociażby wymienić pierwsze zasługi.

Niedługo po tym, chrapanie Rico i mruczenie przez sen Szeregowego, zgrały się z głębokim oddechem przywódcy, a Nicole uśmiechnęła się pod nosem. Niby są tacy „macho”, a podczas snu wyglądają jak bezbronne dzieci. Kręciła się i zmieniała bok na którym leżała, ale siniaki i świeże rany nie pozwalały jej znaleźć komfortowej pozycji. W końcu odpuściła nadzieję, że tej nocy zaśnie i położyła się na plecach, a ponieważ leżała na najniższej pryczy, wpatrywała się w śpiące pingwiny i sufit.

Mijały godziny, a ona wciąż rozmyślała nad wydarzeniami z poprzedniego dnia. Czy to, że błagalne okrzyki Aldony w ogóle jej nie wzruszyły, oznaczało, że jest złą osobą? A może była po prostu racjonalna i pragmatyczna? Z rozmyślań wyrwało ją światełko, które zabłysło na jeden z pryczy i zniknęło tak szybko jak się pojawiło.

- Kowalski? To ty bawisz się telefonem? Nie śpisz? – wyszeptała w ciemność, nie oczekując odpowiedzi. Po tym co dzisiaj przeżył, zrozumiałe było to, że potrzebował prywatności.

- Nie śpię – odezwał się cicho.

- Chcesz się przejść? – zaproponowała.

Wbrew jej przeczuciom, chłopak zamiast zaprotestować, po prostu zsunął się cicho z pryczy i klapnął na podłogę obok niej. Ona też wygramoliła się spod koca i zatrzęsła się, gdyż powietrze było dość ostre.

Wyszli oboje na powierzchnie, a łysy, okrągły księżyc oświetlał ich sylwetki. Gwiazdy mieniły się jak diamenty roztrzaskane na drobny mak i kontrastowały z niebem barwy atramentu. Nicole stała, obejmując się rękami i czując się trochę niezręcznie. Otuchy dodawała jej, jej bransoletka, która lśniła na jej skrzydle w blasku księżyca.

- Kowalski, może chciałbyś ze mną o czymś pogadać? Wiesz, że zawsze chętnie cię wysłucham i .. – nie dokończyła, bo naukowiec otulił ją swoimi skrzydłami. Nie mówili już nic, tylko wpatrywali się w siebie, widząc swoje odbicia w oczach drugiej osoby. Wsłuchiwali się w przyspieszone bicie swoich serc i w nierówny oddech ekscytacji.

Nicole ledwo trzymała się na nogach, przygwożdżona tym, że właśnie znajdowała się w ramionach Kowalskiego. Stwierdziła, że ktokolwiek wymyślił powiedzenie, że ma się motyle w brzuchu, najwyraźniej nigdy nie był naprawdę podekscytowany. W jej żołądku nie było motyli, tylko kable elektryczne które raziły ją prądem, wysyłając impulsy do każdego skrawka jej ciała. Lecz coś nie pozwalało jej w pełni cieszyć się tą chwilą.

Był w niej jakiś głosik, który próbował wydostać się z jej podświadomości, lecz jej mózg blokował go, jakby ciężką, grubą ścianą. Zaczęli się do siebie zbliżać, synchronizując oddechy i uderzenia serca.

To był ten moment, moment na który czekała. Bo czekała na niego, prawda? Skoro tak, to dlaczego wciąż czuła, że coś jest nie tak? Co to był za denerwujący głosik, który odciągał ją od Kowalskiego? Czym bardziej on się zbliżał, tym wyraźniejszy stawał się głosik. Gdy zbliżył się do niej tak, że czuła na sobie jego dotyk, głosik w jej głowie przedarł się przez blokadę i zaczął wrzeszczeć, wypełniając jej umysł.

W ostatniej sekundzie odepchnęła od siebie stratega, odwracając od niego głowę.

-Kowalski, nie! – wrzasnęła. Skonfundowany i zażenowany naukowiec spojrzał się na nią pytająco, a ona rzuciła mu pod nogi swoją bransoletkę i zaczęła biec w drugą stronę, ocierając łzy.

Geniusz powoli schylił się i podniósł biżuterię. Zawieszka w kształcie serca otworzyła się, ukazując czarno białe, pożółknięte zdjęcie. Kowalski przypatrzył się bliżej i został chwilowo sparaliżowany, kiedy zobaczył na zdjęciu młodszego siebie. Stał obok pulchnej pingwinki, która miała twarz zoraną czasem i zmarszczkami, ale na której ustach znajdował się ciepły uśmiech. Między nimi, stała mała pingwinka, z wystraszoną miną – zapewne przestraszyła się fotografa i jego wielkiego aparatu. Miała włosy do pasa koloru pszenicy i wielkie, czekoladowe oczy, które zdawały się patrzeć prosto na Kowalskiego, który trzymał zdjęcie w swoich skrzydłach.

Nagle wszystko ułożyło się w całość, jak puzzle do których nagle znalazło się brakującą część. Wtedy zrozumiał.

Nicole była jego siostrą.

 

Cholera.

Nie wierzę w to, ale nadszedł ten dzień, w którym opublikowałam notkę, która odwlekałam najdłużej.

Wciąż nie wierze, że doszliśmy razem aż tutaj.

AAAAAAA! Wreszcie! Od tak dawna chciałam to napisać!

Do tej notki mam największy sentyment – spójrz na godzinę publikacji.. dokładnie – 3 nad ranem. Tak wciągnęło mnie wieczorne pisanie, że nie mogłam przestać pisać, aż nie doszłam do tego momentu.

Tak więc ocenę pozostawiam wam, ale wiedz czytelniku, że jeżeli przeczytałeś tą notkę, właśnie tą notkę, która jest dla mnie tak ważna i nie skomentujesz jej, to będę bardzo, ale to bardzo ale to BARDZO smutna :P tak więc zrób to dla mnie i skomentuj tą notkę.

Poczekajcie, muszę jeszcze raz odreagować..
AAAAAAA! 

38. Podwójny problem

Podwójny problem
W momencie kiedy Bulgot zamachnął się bronią, unosząc ją do góry, Rico wypluł z siebie kulkę, która natychmiast wybuchła, stwarzając zasłonę dymną. Gęsty dym przesłonił geniuszowi zła widok, ale nie powstrzymał go od zadania ciosu. Metalowa rurka uderzyła z impetem w czaszkę pingwina i zwaliła go z nóg. Dym zaczął znikać, a delfin pochylił się nad ciałem rannego psychopaty,  jak kat zainteresowany tym, jak zmasakrowana jest już jego ofiara.

Nielot spojrzał się na swojego oprawcę przerażonym wzrokiem, na migi pokazując, że błaga o litość. Nie wydał z siebie żadnego dźwięku, nawet jedno pisknięcie nie wyszło z jego dzioba, po którym skapywała krew.

- Braciszku, okaż łaskę. Widzisz, że zwierzę cierpi – ulżyj mu i dobij go!- delfinica pojawiła się z nikąd, stając za plecami brata i kładąc mu płetwę na ramieniu.
- Może zrobisz to sama? – zaproponował, podając jej broń. Dziwny cień przebiegł przez twarz delfinicy, czyżby.. czyżby to był strach?

- Wiesz, że jestem zbyt słaba, żeby zamachnąć się taką ciężką rurką. Rób co masz robić – Ale zamiast patrzeć się na rozlew krwi, utkwiła wzrok w przeciwległym kącie.
- Jak tam sobie chcesz – i nie zwlekając ani chwili dłużej zadał śmiertelny cios. Ciało przestało się poruszać, a usta Bulgota wykrzywiły się w przerażający uśmiech. Lecz nagle, ciało zniknęło. Rozmyło się w powietrzu, jak gdyby ktoś przekuł bańkę mydlaną. Na podłodze nie została nawet kropelka krwi, nic co by świadczyło o tym, że przed sekundą leżał tam martwy pingwin.

- Co do licha.. – geniusz zła zaczął rozglądać się po pokoju, aż natrafił na komandosów, którzy jeszcze przed chwilą wisieli głową w dół. Rico – cały i zdrów – siłował się z liną która oplatała nogę Skippera. Przeciął ostatni skrawek, a lider wykonał salto w powietrzu, lądując bezpiecznie na podłodze, gdzie stali już pozostali komandosi. Czarna dziura, do której (zgodnie z planem Bulgota) mieli wpaść, wciąż napawała strachem. Żołnierze stali z dala od niej, w bezpiecznej odległości. Psychopata doskoczył zwinnie do drużyny, robiąc triumfalną minę.

- Ale co do.. jak.. – Bulgot nie mógł zrozumieć co się stało. Z niedowierzaniem wpatrywał się w nieloty, które gotowe były zaatakować

Wszystko potoczyło się wyjątkowo szybko. Żołnierze zaatakowali, współpracując ze sobą idealnie. Byli jak jeden organizm; dopełniali się nawzajem, synchronizując się w swoim ataku. Do walki przyłączyły się homary, współpracownicy Bulgota. Jednak atak tych skorupiaków nie przerwał tej idealnej współpracy. Szeregowy wymierzył oprychowi kopniaka w twarz, po czym Kowalski zadał cios w jego kark. Rico zakończył atak, rzucając przeciwnikiem o ścianę. Wyglądało to jak złowrogi, męski taniec, w którym każdy ruch był przemyślany i silny. Nie było mowy o potknięciu – zjednoczyła ich siła, nadzieja i wspólny cel: pokonanie wroga.

To Skipperowi pierwszemu udało się przedrzeć do Bulgota. Stanął z delfinem twarzą w twarz, a ten spojrzał się na niego z mieszaniną podziwu, niedowierzenia i wściekłości. Nie zdążył obronić się przed pierwszym ciosem, wymierzonym prosto w jego brzuch. Spadł ze swojego Segwaya i przez chwilę wyglądał na bezbronnego. Przywódca już miał zaatakować, lecz przypomniał sobie słowa ojca; czas jakby się zatrzymał, a przed nim wyrosła postać. Wyglądała trochę jak duch i trochę jak sen na jawie, nie do końca kompletny, ale nie trudno było poznać umięśnione barki Ernesta. Popatrzył się na Skippera karcąco.

- Nigdy nie kop leżącego, synu – upomniał go. Widząc chwilowe zawahanie lidera, delfin podciął mu nogi, sprawiając, że nielot wylądował plackiem na podłodze. Leżąc na posadzce, kątem oka zauważył jeszcze projekcję ojca.

- No chyba, że ten ktoś chce cię zabić! WEŹ SIĘ W GARŚĆ SKIPPER! – wrzasnął mu prosto do ucha, lecz tylko Skipper był w stanie to usłyszeć. Potem postać zniknęła, a on poczuł ból rozchodzący się od jego nerek, po całym ciele. Zauważywszy rozkojarzenie szefa, Bulgot chwycił rurkę, którą rzekomo zabił Rico i zaczął uderzać go w plecy.

Gniew zawrzał w dowódcy, a on poderwał się natychmiast, sprawiając, że delfin wzdrygnął się, powstrzymując atak. Wymiana ciosów była pasjonująca; ptak i ssak turlali się po podłodze, a ich kończyny mieszały się i plątały. Walcząca para przeniosła się pod biurko łotra, a gdy ten zdał sobie sprawę z tego gdzie są, uśmiechnął się do siebie. Obdarował Skippera wyjątkowo bolesnym ciosem, po czym rzucił się na biurko, pod którym trzymał ukryty nóż. Bez zawahania wycelował go w serce szefa, lecz ten zdążył obrócić się tak, że broń trafiła w jego ramię. Syknął z bólu, ale nie przejął się tryskającą, ciepłą, czerwoną mazią, która zlepiała mu pióra i ściekała wzdłuż ręki.

Używając manewru 78 udało mu się odbić broń nikczemnikowi, a srebrna stal szczęknęła o podłogę. Odkopnął ją jak najdalej, po czym dźwignął Bulgota na ugięte nogi i przerzucił go przez pokój. Delfin upadł niepokojąco blisko przepaści, którą przygotował dla swoich wrogów. Jedną płetwą czuł już przepaść za sobą, więc zaczął pełznąć z dala od niej, lecz powstrzymał go uwalany krwią Skipper.

Stanął nad nim, tak jak Bulgot stanął nad Rico. Tym razem wiedział, co trzeba było zrobić.

- Mam nadzieję, że zgnijesz w piekle- syknął i zepchnął delfina w czarną czeluść. Krzyk Bulgota był słyszalny jeszcze przez chwilę, rozchodząc się echem po pomieszczeniu. Stawał się coraz cichszy, aż wreszcie kompletnie zanikł.

*

- Ona ucieka! – wrzasnął Szeregowy, obserwując jak delfinica mimochodem zaczęła usuwać się z pola bitwy. Rzucił się w jej stronę, nokautując przy okazji homara z którym walczył. Samica pędem popędziła w głąb bazy swojego brata, ale młodzik był szybszy. Zwalił dziewczynę z Segwaya na podłogę i wykręcił płetwy do tyłu.

- Przestań! Przestań, przepraszam! Jestem po waszej stronie! Puszczaj! Wysłuchaj mnie chociaż! Boli!- dziewczyna krzyczała tak głośno, że zwróciła na siebie uwagę pozostałych. Kiedy wszyscy rozprawili się już z wrogami (którzy dziwnym trafem zaczęli uciekać, gdy zobaczyli, jak ginie ich pracodawca), zgromadzili się wokół pojmanej delfinicy.

- Powinna podzielić los brata  – wtrąciła się Nicole. Dzielnie walczyła wraz z komandosami, o czym świadczyły siniaki na jej twarzy i liczne zadrapania. Chłopcy spojrzeli się na nią ze zdumieniem.

- Ja wiem, że to jej sprawka. Wiem, że z nim współpracowała! To wszystko było od początku zasadzką, która miała pozbawić nas życia. Jest zbyt niebezpieczna, aby puścić ją wolno- przekonywała.

- Nie – stwierdził stanowczo Kowalski.

-Że co proszę?! – Nicole aż zachłysnęła się ze złości – chcesz ją puścić wolno, po tym jak zaaranżowała dla was śmierć!?

- Nic jej się nie stanie – jestem pewien, że nie chciała zrobić nam krzywdy, Szeregowy puść ją– ukląkł obok niej i pomógł jej się podnieść.

-Och, Kowalski, wiedziałam, po prostu wiedziałam, że mi uwierzysz. Dziękuję. Tak strasznie za tobą tęskniłam, jesteśmy dla siebie stworzeni. Jesteśmy jak potas i tlen, zawsze złączeni razem.. – delfinica przymknęła oczy i przysunęła usta do naukowca, który objął ją ramieniem. W ostatniej chwili powstrzymał ją przed pocałunkiem, delikatnie kładąc jej skrzydło na ustach.

- Nie wydaję mi się, żeby to był dobry pomysł, Aldono.

*

Jednym płynnym ruchem Kowalski wykręcił po raz kolejny płetwy Aldony, trzymając ją w żelaznym uścisku.

-A-Aldona?! – tylko tyle zdołał wypluć z siebie Skipper. Dziewczyna skanowała lidera wzrokiem.

- We własnej osobie – niemal splunęła na niego ze złości.

-Ale, co ty tu, jak ty.. – szef nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Jeżeli on wyglądał na zszokowanego, to jego kompani wyglądali tak, jakby po raz pierwszy ujrzeli niebieską trawę, albo jasną noc, albo suchą wodę..

- Kto.. kto to jest? – Nicole przerwała nieśmiało ciszę.

- Aldona – naukowiec położył nacisk na to imię, jakby same jego słowa mogły wbić jej sztylet w plecy – siostra bliźniaczka Doris. Dawno temu, Doris ją skrzywdziła, przez co zostawił ją jej narzeczony. A to tutaj, jak mniemam, to zemsta za stare „dobre” czasy – geniusz zaśmiał się, ale nie było w tym śmiechu nic śmiesznego- powiedz rybko, myślałaś, że jak pozbawisz mnie życia, to odegrasz się na Doris?

- Przestań! Nie nazywaj mnie tak! Nie wiesz o czym mówisz, nie zrozumiesz tego!

- Lepiej, żebyś spróbowała – w jego głosie brzmiała nutka groźby.

-Zrujnowała mi życie! Czy wiesz jak to jest żyć ze złamanym sercem?! Chciałam, żeby cierpiała tak jak ja cierpię każdego dnia. Gdy wstaję z łóżka moje serce krwawi, nigdy nie mogę zapomnieć o tym dniu, kiedy widziałam ich razem, kiedy się obmacywali.. – jej głos się załamał – chciałam sprawić jej taki sam ból.

- I mordowanie nas okazało się jedynym wyjściem? – zapytał z przekąsem Kowalski.

- Jeszcze nigdy nie zależało jej na nikim tak jak na tobie, to chyba jedyna godna forma zapłaty – słowa Aldony wypełniały pokój jak syczące węże, powodując, że atmosfera się zagęściła. Naukowiec poczuł, jak przechodzi przez niego elektryzujący impuls.

- Co to znaczy, że na nikim jej nie zależało, tak jak na mnie? To znaczy, skąd to wiesz – geniusz wydawał się trochę zbity z tropu.

- Czy faceci są aż tak głupi?! Nigdy nie zauważyłeś jak na ciebie patrzyła? Jak wymawiała twoje imię? Jak czule się do ciebie zwracała? A potem przywlokłeś ze sobą JĄ – tutaj spojrzała wymownie na Nicole – i złamałeś jej serce. Przestałeś się o nią troszczyć, przestałeś ją kochać. Zamiast z Doris, spędzałeś czas z nią. Ignorowałeś Doris, podobno nawet publicznie przelizałeś się z tą swoją przyjaciółeczką – Aldona napotkała zażenowane spojrzenie rozmówcy – tak, tak, słyszałam też takie historie- uśmiechnęła się usatysfakcjonowana, że wpędziła naukowca w kozi róg.

- Z nikim się nie przelizałem, a ty wiesz stanowczo zbyt dużo jak na grzeczną dziewczynkę. Skąd masz te informacje? – jego surowy ton próbował zamaskować niezręczność tematu.

- Powiedzmy, że mam swoje sposoby.. – uśmiechnęła się szelmowsko. Geniusz potrząsnął nią gniewnie.

-Ał, okej, okej – szpiegowałam was od dłuższego czasu. Szczęśliwy? – drwiła z żołnierza.

- Więcej szczegółów – a mówiąc to zacisnął uścisk na jej płetwach jeszcze mocniej.

-Ała! Całkiem przypadkiem odnalazłam Francisa. Okazało się, że moja żądza zemsty, może być zaspokojona przez współpracę z braciszkiem. Bo w gruncie rzeczy mieliśmy ten sam cel; on chciał się pozbyć was, a ja mogłam cieszyć się bólem siostry po tym jak byście zginęli. Potrzebowaliśmy tylko Doris. Tygodniami planowaliśmy jak moglibyśmy ją zwabić do naszej bazy, a ta naiwna dziewucha sama do nas przyszła. Zaoferowała, że ona i Francis nastraszą was trochę i to miała być kara za to, że ją zostawiłeś. Ta bezmózga dziewucha myślała, że Francis naprawdę pomoże jej „nastraszyć” chłopaka. Cóż za naiwniaczka! Nie wierzę, że płynie w nas ta sama krew! Była tylko częścią planu, a was Francis zetrze w proch, rozwali jak pionki w grze! Francis, atakuj, teraz! – wydarła się na całe gardło, lecz odpowiedziała jej cisza.

-Francis?

- Nikt jej nie powiedział? – głos szefa był aż zbyt spokojny i łagodny. Chyba naprawdę jej współczuł- Francis nie żyje, nie przyjdzie cię uratować. Już nigdy.

Przez chwilę Aldona nie wykonała żadnego ruchu, ale jej oddech zaczął przyspieszać, a oczy się zeszkliły.
-Wy bestie! – wrzeszczała, a jej wrzask zamienił się w szloch.

- Poszukajcie Doris- rzucił krótko Kowalski, kierując się do swoich towarzyszy. Pingwiny rozdzieliły się sprawnie.

- Mam ją! – krzyknął Skipper. Kilka desek podłogowych leżało luzem obok szefa, a on sięgał skrzydłami w głąb dziury, która służyła jako ukryte więzienie. Inni natychmiast znaleźli się obok niego i pomogli mu wyciągnąć związaną i zakneblowaną delfinicę. Położyli ją obok Aldony, która wciąż opłakiwała brata.

- Rico, sznur proszę – powiedział Kowalski, a Rico momentalnie wypluł z siebie kawałek liny. Sprawnym ruchem skrępował Aldonę, uniemożliwiając jej ucieczkę.

Doris zaczęła się budzić, gdyż siedząc pod podłogą straciła przytomność z wycieńczenia. Rico wydobył z żołądka butelkę wody, którą Szeregowy przytknął do ust Doris. Zaczęła chłeptać łapczywie. Gdy wreszcie skończyła, wymamrotała:

- Co się dzieje?

Nikt nie odpowiedział.

- Tak więc.. co z nimi zrobimy? – zapytała Nicole. Ona zdecydowanie nie współczuła ani Aldonie ani Doris – to przez nie była tutaj obolała i ledwo żywa.

- Kaboom? – zaproponował Rico. Uśmieszek przebiegł przez twarz Skippera.

-Wiesz Rico, nie wszystko da się załatwić materiałem wybuchowym.

- Zostawcie to mnie – wtrącił Kowalski – mnie i nauce.

Szef wymamrotał pod nosem coś co brzmiało jak „tylko nie kolejny wynalazek”, ale geniusz tego nie dosłyszał.

- A jak jesteśmy już na temacie wynalazków, to jakim cudem Bulgot uśmiercił Rico, ale go nie uśmiercił? Znaczy, jak Rico uniknął, no.. wiecie o co mi chodzi- sami widzieliście! – zapytał młodzik i zrobił ogromne oczy, które były pełne ciekawości.

- Kowalski – wycharczał Rico i uśmiechnął się porozumiewawczo do kolegi.

- He he, cóż, to mój nowy wynalazek. Jeszcze nie przetestowany, chociaż nie, dziś chyba zdał egzamin na piątkę – Kowalski uśmiechnął się szeroko, a duma emanowała od niego jak aura.

- Objaśnijcie mi to żołnierzu – zażądał lider.

- Tak więc, ten wynalazek, który nazwałem „Klonomaniak”, momentalnie produkuje realistyczny hologram tego, kto go ostatni używał. Tak więc w rzeczywistości, Bulgot atakował hologram Rico, kiedy ten nas uwalniał. Taak, teraz możecie mi podziękować, no i matce nauce oczywiście – naukowiec stał dumnie, czekając na pochwały.

- Pierwszy raz w życiu, twój wynalazek nie zawiódł.. jestem pod.. pod wielkim wrażeniem. Ale wciąż pozostają nam dwa problemy, jeden nazywa się Doris, drugi Aldona.

- Spokojna głowa szefie, wszystko jest pod kontrolą- odparł wesoło naukowiec i zaczął kierować się w stronę laboratorium Bulgota.

-Kowalski? Jeszcze jedno – zatrzymał go szef – skąd wiedziałeś, że to Aldona?

- A słyszał pan kiedyś, żeby Doris porównywała miłość do związków chemicznych, obliczała prawdopodobieństwo no i chyba najważniejsze.. – tu strateg zrobił dramatyczną pauzę – chciała się całować, zanim ją przeprosiłem? Musiałem zdobyć ten ostatni dowód, żeby być pewnym.. a teraz szef pozwoli, udam się do laboratorium.

- Naukowcy – prychnął Skipper, odprowadzając go wzrokiem.

 

Hej^^ nawet nie wiecie jak długo musiałam czekać, aby wreszcie napisać tą notkę! Pomysł miałam w głowie od kiedy wprowadziłam w opowiadanie wzmiankę o Aldonie – dla zainteresowanych było to w notce numer 13 (
http://pingwinyzmadagaskaruopowiadania.blog.pl/2013/04/17/13-randka-szpieg-i-troche-prawdy/
) czyli czekam od 25 notek! Ah, wreszcie mogę opublikować ten pomysł..

No i co wy na to?! Chyba nikt się nie spodziewał powrotu Aldony żądnej zemsty? :D
Podoba wam się ten pomysł? Jak została rozegrana akcja? Czy wszystko było dobrze wytłumaczone?
Pytam, bo jak się ekscytuję podczas pisania, to piszę chaotycznie i chce się upewnić, że wszystko było zrozumiałe ^^

Czyli jednak Doris nie jest aż taką szmatą ;D zbulwersowani czytelnicy, którzy nie byli zachwyceni rzekomymi postępkami Doris, możecie odetchnąć z ulgą.

Piszcie, piszcie, piszcie! To dla mnie ważna notka i chciałabym wiedzieć, co o niej sądzicie. Jeżeli czytasz mojego bloga, a przeważnie nie chce ci się komentować, zrób to dla mnie raz *.* a jeżeli jesteś stałym czytelnikiem i komentatorem, to dziękuję, że dotarłeś aż tutaj.

Opowiadanie dobiega ku końcowi, ale mam dla was jeszcze jeden soczysty kąsek.. znaczy niespodziankę ;)

;**

37. Tajemnicza asystentka Bulgota

Nicole kipiała ze złości i dyszała ciężko, wlokąc za sobą ciężki kij bejsbolowy.

- Ruchy, ruchy panowie, nie mamy tu całego.. Ałł! Co do jasnej anieli.. AŁAAAA! – Skipper wrzasnął w niebogłosy, kiedy pierwszy cios spadł na jego głowę. Kolejne dwa powaliły go na ziemię, a ostateczny pozbawił go życia.

Pozostałych komandosów zamurowało.

Nicole nie przestała na szefie, atakując pozostałych. Próbowali się bronić, ale ona była nie do powstrzymania..

Po kilku minutach było już po wszystkim, a ona stała po środku bazy uwalana krwią, posyłając gardzące spojrzenia w stronę czterech martwych ciał, które leżały u jej stóp..

 

Żarcik! Nie bierzcie tej scenki na serio, oczywiście nie jest to część historii, lecz specjalna dedykacja dla Sherlocka, znanego również jako Max, Sadysta, Joffrey, Lord of Storm’s End itd. itd. itd..

Wiem, że to okrutne, ale nie mogłam się powstrzymać xD proszę zignorujcie tą scenkę ;) Oto prawdziwa notka:  

 

Tajemnicza asystentka Bulgota
Cień czterech żołnierzy przemieszczał się mozolnie po białej ścianie, odwzorowując ich skradanie. Chłopcy dotarli właśnie do bazy Bulgota, gotowi odebrać mu zakładniczkę.

 

- Tylko spokojnie i po cichu chłopcy, macie być jak wiatr, jak.. – Skipper nie dokończył półgłosem swojej myśli, gdyż przerwał mu dziewczęcy głosik.

- Hej, chłopcy! – zaszczebiotała Nicole.

Jak na komendę, wszystkie pingwiny odwróciły głowę w stronę samiczki, a ona obdarowała ich niewinnym, słodkim spojrzeniem.

- Co ty tu na marynowanego dorsza robisz?! Mówiliśmy ci, że masz się nie mieszać w tą misję! – starając się nie ujawnić swojej lokalizacji przeciwnikowi, lider mówił przyciszonym głosem, lecz jego ton przesiąknięty był gniewem. Nie był przyzwyczajony do tego, że ktoś jawnie ignoruje jego rozkazy.

- Biorę udział w misji. Stwierdziłam, że mam wasze opinie w dziobie i że też jestem członkiem tego zespołu. Nie trudno było was śledzić bo – jej wypowiedź przerwał Rico, który zatkał jej dziób swoim skrzydłem.

- Dziękuję, Rico – wyszeptał przywódca – po pierwsze, zachowuj się cicho! Chyba, że chcesz nas wszystkich wystawić na rychłą śmierć. Po drugie, nie żartowałem, kiedy kazałem ci zostać w bazie. To nie jest miejsce dla dziewczyn. Wracaj z powrotem do zoo, bo jak matkę kocham..

- Jeżeli nie pozwolicie mi zostać to zacznę wrzeszczeć – pingwinka nabrała powietrza do płuc, gotowa zdradzić pozycję komandosów.

-NIE! – cztery głosy zlały się w jedność w tym samym momencie. Lecz nikt nie zdążył dać Nikole reprymendy – niezauważenie, pingwinie stopy znalazły się w środku pętli z liny, która leżała na podłodze. Bez ostrzeżenia pięć nielotów momentalnie zawisło głową w dół, kiedy lina zacisnęła się wokół ich stóp.

- Dzięki – wysyczał Skipper, obdarowując Nicole lodowatym spojrzeniem.

- PIIIIINGWINY – zaskrzeczał geniusz zła, wjeżdżając na scenę swoim Segwayem.

- Bulgot! Natychmiast puść mnie i moich żołnierzy, bo inaczej skończysz jako konserwa – zagroził szef, wijąc się i próbując uwolnić nogę z pułapki

- Humor nie opuszcza cię nawet przed śmiercią Skipper, zawsze cię za to podziwiałem – drwił delfin, maniakalnie wciskając przeróżne guziki na maszynie, która stała nieopodal uwięzionych.

Wykorzystując moment nieuwagi, dowódca wymienił spojrzenia z Rico, a ten od razu zrozumiał co ma zrobić. Najciszej jak potrafił wypluł z siebie małą piłę i zaczął przecinać linę.

Szeregowy dopiero teraz rozejrzał się dokładniej po pokoju. Bez trudu rozpoznał pracownię Bulgota – półki na ścianie zostały pokryte niezliczonymi flaszkami, cylindrami, pojemnikami i butelkami z kolorowymi płynami. Młodzik rozpoznał Megafium, które świeciło na fioletowo; w normalnych warunkach uznałby, że to coś pięknego, lecz teraz wszystko wydawało mu się obce i złowrogie.

Ściany były białe i do złudzenia przypominały salę szpitalną, sprawiając, że malucha przeszedł po plecach dreszcz. Na biurku które stało nieopodal piętrzyły się stosy pomazanych kartek, a wokół nich walały się cyrkle, ołówki, gumki i inne przybory. W pokoju nie było okien, co nadawało mu klaustrofobiczną atmosferę, a brak porządnych świateł sprawiał, że chłopak czuł się jak w jaskini.

Niespodziewanie, delfin obrócił się w stronę komandosów i Nicole, a Rico odruchowo schował piłę za siebie.

- Chciałbym, abyście przed śmiercią poznali moją przepiękną asystentkę. Kochana? – zawołał Bulgot, kierując swoje słowa w głąb laboratorium.

Świat zamarł na chwilę, kiedy z mroku wyłoniła się postać o gładkiej, lśniącej skórze i o turkusowych oczach.

-Doris? Ty jędzo! Ty przebrzydła, c hora szmato! Jak mogłaś współpracować z tym.. tym czymś?! – wrzasnął oburzony geniusz, wskazując skrzydłem delfina.

Delfinica również poruszała się na Segwayu, lecz jej pojazd nie był wyposażony w aż tyle przycisków, w przeciwieństwie do pojazdu Bulgota.

- Czyż życie nie jest brutalne? – spytała retorycznie, wybuchając perlistym śmiechem.

- Osobiście podziękuję ci za tą całą sytuacje. Gdy tylko się wydostanę.. – wypowiedź geniusza zagłuszył ponowny śmiech dziewczyny.

- Oj, Kowalski, Kowalski. Niby taki z ciebie geniusz, a prostego rachunku prawdopodobieństwa nie umiesz w głowie obliczyć.. Pozwól, że ci wytłumaczę. Prawdopodobieństwo, że wyjdziesz stąd dziś żywy i że przy okazji skopiesz mi tyłek jest jak jeden do – uśmiechnęła się szyderczo – zero do potęgi minus stu tysięcy, koma pięć.

To powiedziawszy, odwróciła się do pingwinów plecami.
- Wszystko już gotowe? – spytała brata.
- Jak najbardziej siostrzyczko..

*

Kiedy rodzeństwo omawiało plany eliminacji pingwinów, psychopata powrócił do usilnych starań przecięcia liny. Wszyscy byli bladzi i z sekundy na sekundę tracili nadzieję na przetrwanie, lecz Nicole wyglądała najgorzej z nich. Jej twarz zastygła w przerażeniu, gdy uświadomiła sobie, w co wpakowała swoich kolegów przez swoją bezmyślność. Gdyby jako posłuszny członek zespołu pozwoliła im po prostu działać, to jeszcze dziś wieczorem wszyscy jedliby zapiekankę z halibuta..

Dziewczyna sama nie wiedziała kiedy łzy zaczęły skapywać z jej oczu, lecąc na czoło i ginąc w jej skołtunionych włosach. Nie próbowała się nawet hamować. To fatalne uczucie bezradności nie pozwalało jej oddychać, zaciskając niewidzialną pięść na jej gardle.

Serce naukowca zmiękło, kiedy zobaczył swoją towarzyszkę tym opłakanym stanie. Czy było sens się kłócić, kiedy ich życia wisiały na włosku?

- Nicole? Hej, Nicole? – zagadnął pingwinkę szeptem.

- Nie, nie zasłużyłam sobie na słowa pocieszenia – dziewczyna była dla siebie bezlitosna – gdyby nie ja, to nie wisielibyście teraz głową w dół..

- To nie prawda – geniusz uśmiechnął się delikatnie – czy naprawdę uważasz, że Bulgot sprowadził nas tu po to, aby dobrowolnie oddać Doris? To była zasadzka od samego początku, powinniśmy się byli ciebie posłuchać, ty od początku podejrzewałaś, że coś nie gra, a my.. – wypowiedź Kowalskiego zagłuszył wrzask Bulgota.

- GDZIE JEST TEN PRZEKLĘTY PSYCHOPATA?!

Faktycznie, Rico nie było pośród uwięzionych towarzyszy, a strzępy jego liny kołysały się lekko.

- GDZIE ON..

- Akuku – wycharczał Rico tuż za głową delfina, po czym zwalił go z Segwaya.

- Włącz maszynę! – Francis skierował swoje słowa do siostry, która natychmiast rzuciła się w stronę brzęczącego sprzętu. Rico wystrzelił jak z procy, starając się ją powstrzymać, lecz ona była o pół sekundy szybsza. Z triumfalną miną włączyła poprawny guzik, a uśmieszek zamienił się w chorą satysfakcję, która wymalowała się na jej twarzy.

Podłoga pod czterema, wciąż uwięzionymi  pingwinami, rozstąpiła się, ukazując czarną przepaść. Dziura była tak głęboka, że przypominała kroplę czarnego, gęstego atramentu. Dół znajdował się dokładnie pod głowami bezbronnych nielotów i jeden fałszywy ruch mógł się skończyć upadkiem w otchłań.

- Ciekawe co teraz zrobicie, pingwiny – wysyczał Bulgot i dosiadając znów swojego Segwaya, uniósł metalową rurkę nad głowę Rico..

Hejka :D
No i mamy nową notkę :) Troszkę krótka, ale trzeba was trochę potrzymać w napięciu ;)
Co sądzicie o nagłym pojawieniu się Nicole na misji? Czy to faktycznie przez jej mało przemyślany wybryk, pingwiny znalazły się w takiej a nie innej sytuacji? A może Bulgot miał taki plan od początku i pojawienie się Nicole niewiele zmieniło?
No i oczywiście, co myślicie o nagłej zmianie w stosunkach Nicole- Kowalski? Dobrze zrobił, że zaczął ją pocieszać?
Nawiązując do tematu notki, jak wam się podoba tajemnicza asystentka Bulgota? Spodziewaliście się takiego obrotu sprawy? A może to kolejny podstęp?
Wypisujcie wszystkie swoje myśli, komentarze, uwagi itp.  :) wasze komentarze zawsze napełniają mnie ekscytacją  i radością :D
Jakieś pomysły, jak ta scena się zakończy?
Pozdrowionka ;***

36. Ultimatum

Ultimatum
Tego samego wieczoru pięć spakowanych walizek stanęło obok drzwi wyjściowych w pokoju hotelowym.  Wszyscy siedzieli w pokoju, czekając aż noc pochłonie ostatnie krwiste promyki zachodzącego słońca. Wesoła atmosfera, którą przesiąknięty był wakacyjny świat pingwinów, zniknęła gdzieś bezpowrotnie. Markotny Szeregowy siedział w kącie skubiąc plastikowy ogon swojej zabawki, a Rico wypluwał z siebie małe noże, którymi celował w narysowane na podłodze kółko. Brakowało jednak jego psychopatycznego entuzjazmu i radosnego bełkotu. W pokoju panowała kompletna cisza.

Lecz to nie zachowanie Szeregowego czy Rico wywołało w Nicole największe obawy, tylko relacje między Kowalskim i Skipperem. Siedzieli naprzeciwko siebie z kamiennymi minami i miażdżyli się wzrokiem. Gdyby spojrzenia mogły zabić, już dawno leżeliby martwi. Pingwinka czuła się nieswojo w tej napiętej atmosferze i starała się rozluźnić sytuację.

Nieśmiało zaczęła opowiadać żart o dwóch salamandrach i raku, ale kiedy doszła do puenty nikt się nie roześmiał. Zaczęła więc niezobowiązującą rozmowę o pogodzie i planach po powrocie, ale Skipper zbył ją mruknięciem. Pozbawiona nadziei, że wszystko się jakoś ułoży dźwignęła się z podłogi i skierowała w stronę swojego pokoju. Kiedy zniknęła za drzwiami, Skipper odchrząknął i skierował się w stronę Rico i Szeregowego:

- Możecie zostawić nas samych? – zaskakująco, jego głos nie był władczy, ale przesiąknięty taką lodowatością, że maluch aż się wzdrygnął.

- Bleugh blagh berta ble? – spytał psychopata.

- Nie chciałbym, aby moje decyzje były kwestionowane- odparł dowódca, dosłownie wypychając wzrokiem komandosów z pokoju. Opuścili pokój z lekkim pomrukiem irytacji.

- Skipper – zaczął kulawo geniusz.

- Po pierwsze jestem twoim szefem i masz mnie należycie tytułować. Po drugie, nie waż się mi teraz przerywać, chcę żebyś dobrze wysłuchał tego co mam Ci do powiedzenia – warknął lider. Twarz naukowca wyglądała na przerażoną – szef jeszcze nigdy nie był wobec niego tak wrogi. Pokiwał bezgłośnie głową.

- Nie pozwolę aby jakaś lalunia wprowadzała nienawiść i złość między mnie a moich żołnierzy. Nie jesteś tu po to aby mnie lubić, nie jesteś tu po to aby się bawić albo flirtować. Jesteś żołnierzem, komandosem który ma wypełniać polecenia swojego przywódcy. A tak się składa, że tym przywódcą jestem ja. Tak więc skończymy z tymi głupotami póki są w zalążku, a problemy można łatwo rozwiązać. Tak więc wprowadzam absolutny zakaz nawiązywania relacji z Nicole, chyba że w sprawach służbowych. Jeżeli przyłapię cię na jakimkolwiek spoufalaniem się z tą dziewczyną, osobiście wywalę Cię z oddziału na zbity pysk. A raczej dziób. Pamiętaj, że ja wiem więcej niż się spodziewasz. Niemądrze byłoby ignorować mój rozkaz- kiedy wreszcie skończył swój monolog, Kowalskiego zamurowało.

Nie wiedział co zrobić, ani co powiedzieć. Po prostu siedział na swoim fotelu z głupawą miną. Szef uznał, że rozmowa została skończona i podniósł się ze swojego siedziska. Kiedy już był przy drzwiach, naukowiec krzyknął za nim:

- A co z tobą, szefie? – odrzekł, sarkastycznie przeciągając ostatnie słowo.

- Może cię zaskoczę, ale w tym wypadku zasady obowiązują wszystkich tak samo- a to powiedziawszy wyszedł z pokoju.

*

Poranny lot z powrotem do Ameryki był nie tylko męczący ale również krępujący. Rico ponowił swój manewr ze znokautowaniem pasażerów pierwszej klasy i pingwiny miały cały przód samolotu tylko dla siebie. No i towarzystwo nieprzytomnych pasażerów.

Samiczce pierwszej pozwolono wybrać miejsce, a ona wybrała to po środku. Odruchowo Kowalski chciał zająć miejsce obok niej, ale kiedy drgnął napotkał ostrzegawcze spojrzenie lidera. Przypomniawszy sobie rozmowę z poprzedniego wieczoru, zmienił kierunek i usiadł przy oknie, jak najdalej od Nicole jak się dało.

Twarz dziewczyny przeszył smutek, a oczy się zeszkliły, ale nic nie powiedziała. Ostatecznie po jej prawej i lewej stronie usiedli Rico i Szeregowy. Rozmowa niezbyt się kleiła i niedługo po starcie wszyscy zamknęli oczy i starali się zasnąć.

Geniusz nie mógł jednak spać, przeszkadzał mu ryk silników i dręczące myśli. Zawsze potrafił myśleć logicznie, potrafił wyjaśnić najdziwniejsze wybryki natury i skomplikowane równania matematyczne, a jednak nie potrafił odpowiedzieć sobie na jedno pytanie. Skoro nie czuł do Nicole nic oprócz przyjaźni, dlaczego tak bardzo bolało go wykonywanie rozkazu Skippera? Jako wybitnie uzdolniony pingwin o ścisłym umyśle powinien być w stanie kontrolować swoje emocje i myśli, bo to co czuje to tylko zmiana w koncentracji serotoniny i dopaminy w jego mózgu. Tak jak ból to odczucie subiektywne, również i inne emocje były tylko mieszanką różnych związków chemicznych.

Lecz gdy tylko starał się odepchnąć od siebie myśli o przyjaciółce, wspomnienia wracały ze zdwojoną siłą, przesłaniając mu umysł. On i Nicole przy ognisku. On i Nicole walczący z Kłem, uciekający, wycieńczeni, nie tracący nadziei. On i Nicole śmiejący się. On i Nicole przy zachodzie słońca, kąpiący się w ciepłym morzu..

„Opamiętaj się Kowalski, opamiętaj się! Nic z tego nie będzie, chyba że wolisz wylecieć z oddziału i patrzeć się jak wszystko co w życiu kochasz cię opuszcza.. „ – upominał się w myślach. To nic jednak nie zmieniło, bo za każdym razem gdy się na nią patrzył przechodził go przyjemny dreszcz, a żołądek wykonywał fikołka.

*

Po kilkunastu godzinach znów byli w swojej bazie. Na podłodze leżały przeróżne pułapki które zostały odblokowane kiedy nieproszeni goście, najprawdopodobniej Julian i jego spółka, wtargnęli do bazy pingwinów. Było w tym widoku coś nostalgicznego, znajomego i kojącego, bo po powrocie chociaż tak niewiele się zmieniło, wszystko było inne.

- No panowie, mamy do uprzątnięcia bazę. Ruchy, ruchy! – chociaż wypowiedział właściwe słowa, brakowało im dawnej werwy i entuzjazmu.

- Emm, szefie? Wydaje mi się, że mamy mały problem z telewizorem.. – wtrącił nieśmiało malec.

- Znacie sposób na naprawienie telewizora, żołnierzu. Parę kopniaków powinno załatwić sprawę..

- Tak, tylko że.. – Szeregowy zaśmiał się nerwowo – problem w tym, że nie mogę go kopnąć, bo go tu nie ma.

Zaalarmowani komandosi od razu doskoczyli do miejsca zbrodni, oszacowując straty. Krew zawrzała w dowódcy, a jego dziób wykrzywił się w grymas.

- Ogoniasty – wyszeptał z prawdziwą furią i z zaciśniętymi pięściami wyskoczył przez właz z bazy.

Reszta drużyny popędziła za nim, potykając się o siebie i przepychając się aby utorować sobie drogę do włazu.

Wściekły Skipper maszerował żwawo przed siebie, podążając wprost do habitatu lemurów, gdzie samozwańczy król wylegiwał się na swojej hopsalni.

- JAK ŚMIESZ WŁAMYWAĆ SIĘ DO NASZEJ BAZY I KRAŚĆ NAM TELEWIZOR? CZY TY ZUPEŁNIE POSTRADAŁEŚ ZMYSŁY? – wrzaski lidera zadudniły w uszach lemura.

- Nie wiem o czym mówisz pingwinie gupi, ale ciebie też miło widzieć – przywitał sąsiada „władca”. Wzrokiem ściągnął na siebie uwagę swojego szambelana, który od razu podbiegł do swojego pana.

- Nie mydl mi tu oczu tymi swoimi lemurzymi śpiewkami o tym, że nic nie wiesz! Ja wiem, że to byłeś ty i dobrze ci radzę, nawet nie próbuj zaprzeczać, chyba że chcesz posmakować moich pięści! – lider dyszał ciężko, jakby dopiero co przebiegł dwudziesto kilometrowy maraton.

- Szefie, a może jednak się pomyliliśmy. W sumie jest wiele osób, które mogły nam ukraść sprzęt.. – pisnął maluch, nie zbliżając się zbytnio do przełożonego.

Skipper przekręcił głowę w jego stronę, a oczy o mało nie wyszły mu z orbit.

- Sam nie wiem czy uznać, że współpracujesz z tym włochaczem, czy że kompletnie postradałeś już zmysły. Przecież to.. WIDZIAŁEM TO, TERAZ JUŻ SIĘ NIE WYKRĘCISZ! – niespodziewany ryk przywódcy sprawił, że komandosi podskoczyli lekko.

Julian wykorzystał chwilę „nieuwagi” szefa, aby sekretnie wymienić błagalne spojrzenia z Mauricem. Lemur starał się właśnie bez słów przekazać podwładnemu prośbę, aby wymyślił coś, co uratowałoby mu kark przed gniewem pingwina. Lider miał jednak oczy dookoła głowy i zauważył tę wymianę spojrzeń.

- Tak jak mówiłem, nic nie wiem o.. MAURICE BROŃ SWOJEGO KRÓLA! – wykorzystując element zaskoczenia, lemur popchnął Maurice’a prosto na rozgniewanego dowódcę, a sam rzucił się do ucieczki. Jednak lata treningów pozwoliły szefowi uniknąć kolizji z szambelanem; wyskoczył w powietrze i wykonując salto, skierował ciało prosto na uciekiniera. Upadł wprost na plecy lemura, a temu aż dech zaparło w piersiach kiedy cielsko Skippera wgniotło go w podłogę.

- Oddawaj telewizor! – wrzasnął mu prosto do ucha.

- To był pomysł Morta! To on to wszystko wymyślił, to jego wina! Oddam ci wszystko co chcesz! Oddam ci telewizor i dorzucę do tego Morta i Maurice’a, tylko nie rób mi krzywdy! – Julian lamentował tak przeraźliwie, że dowódca skrzywił się z niezadowolenia.

- Panowie, odbierzcie naszą zgubę. Jeszcze jeden taki wybryk lemurze, a sprawię sobie nową kurtkę zimową – tu popatrzył znacząco na lemurzego władcę – z lemurzego futra.

Julian przełknął głośno ślinę, wygramolił się spod szefa i zaprowadził komandosów do ich zguby.

*

- No nareszcie, wszystko jest na miejscu. Kiedyś ten lemur doprowadzi mnie do białej gorączki, ma szczęście, że mam miękkie serce – Skipper mówił bardziej do siebie niż do swoich żołnierzy.

Uradowany powrotem do domu i odzyskaniem skradzionej rzeczy, Rico rozłożył się wygodnie na kanapie i zaczął przerzucać kanały.

-Eee, Kowalski? Telewizor nie działa.. – wycharczał psychopata.

Geniusz podreptał w stronę odbiornika i zaczął szczegółowo go oglądać.

- Jeżeli ta wiewiórka coś w nim zepsuła, albo coś urwała, to jak matkę kocham… – szef nie dokończył zdania, gdyż przerwał mu naukowiec.

- Hmm, żadna z części nie brakuje, wszystko wydaje się działać należycie. Rico, czy ta lampka paliła się już wcześniej? – spytał, wskazując na małą diodę która mrugała na czerwono. Psychopata pokręcił przecząco głową.

- Wygląda to tak, jakby jakieś nagranie blokowało odbiór kanałów – wtrąciła Nicole i momentalnie przejęła pilota. Wcisnęła gzik „nagrania”, a ekran rozjaśnił się.

Na scenie pojawił się Bulgot, jak zwykle groźny ze swoją przepaską na oku i Segwayem w płetwach.

- Czy to się już nagrywa? Tak? Ekhm, ekhm – odchrząknął – PIIIINGWIIIINY – zaskrzeczał przeraźliwie.
-Jestem pewien, że niezmiernie cieszycie się na mój widok. No więc, ja też już się za wami stęskniłem. Ale nie po to tu jestem, aby wam powiedzieć, że się za wami stęskniłem – znowu przeraźliwie się zaśmiał – czuję, że szykuję się między nami niezła walka. A teraz wy powinniście się spytać, skąd to wiem.

- A skąd wiesz? – Szeregowy skierował swoje piskliwe słowa do ekranu telewizora.
- Szeregowy! On cie nie słyszy, to jest nagranie. To było stwierdzenie retoryczne – upomniał go Skipper, ale nie zdążył obdarować go plaskaczem, gdyż delfin znów zaczął mówić.

- No nie ruszaj tak tą kamerą! Tak więc, wiem to, moje drogie pingwinki, bo mam coś, a raczej kogoś, na kim zależy przynajmniej jednemu z was.

Kadr się zmienił i teraz widniała na nim Doris. Była związana i zakneblowana. Szamotała się i próbowała wyswobodzić płetwy z lin, ale nie była wstanie chociażby o milimetr poluzować więzów.

- Tak więc, do zobaczenia pingwinki. A, zapomniałbym dodać, że jeżeli nie zobaczę waszych buziek u siebie za maksymalnie dobę, wypróbuję na siostrzyczce mój najnowszy wynalazek do tortur, a wierzcie mi, po takiej próbie nie będzie w stanie opowiedzieć wam jak było.

Rozległo się pyknięcie i film się urwał, pozostawiając tylko czarny, pusty ekran. Zapanowała kompletna cisza od której włosy na karku stawały dęba i zdawać by się mogło, że temperatura w pokoju spadła o paręnaście stopni. Nagle wszyscy zaczęli mówić na raz. Przywódca uciszył ich ruchem skrzydła.

- Nie wszyscy na raz! – starał się odzyskać spokój na tyle ile się dało.

- Szefie, musimy ją ratować! – Kowalskiego ogarnęła panika, a jego ton głosu podniósł się o kilka oktaw.

- Myślałem że komu jak komu, ale tobie już na niej nie zależy? –spytał z przekąsem lider. Geniusz zrobił tylko naburmuszoną minę.

- Bo nie zależy, ale naszym obowiązkiem jest ratowanie niewinnych, szczególnie z rąk szaleńca.

- W dodatku tym szaleńcem jest jej brat!- dodał Szeregowy.

- I jest niebezpieczny jak KABOOM! – wykrztusił Rico swoim specyficznym głosem.

-Spokojnie panowie, spokojnie. Musimy o tym wszystkim logicznie pomyśleć. Zauważyliście, że w tym nagraniu było coś dziwnego? Tak jakby ktoś stał za kamerą i ją obsługiwał? – zaproponowała Nicole.

- Czyli chcesz powiedzieć, że Bulgot ma wspólnika? – odparł zaciekawiony Skipper.

- Być może. Wiem tylko, że dziwnie się zachowywał i mam przeczucie, że to pułapka którą na nas zastawił- zasugerowała.

- Nonsens. My jesteśmy komandosami, przeliterować ci to? Komandosami! My nie boimy się szaleńców i ich szalonych planów, to oni powinni lękać się nas! Zresztą, to pewnie był jeden z tych krabów, które mu służą, nie warto sobie tym zawracać głowy- poirytowany szef przejechał skrzydłem po czole jakby próbował zdjąć z niego jakiś ogromny ciężar.

- Ale.. – zaprotestowała dziewczyna, ale została uciszona przez przełożonego.

- To my tu jesteśmy profesjonalistami i to ja będę decydował o tym co jest bezpieczne a co nie. Bulgot może nie należy do kategorii „bezpieczny”, ale i tak go pokonamy. Chłopcy, zbierajcie się. Kowalski: plan bitwy, strategia, wytyczne i obliczenia. Rico: sprzęt, najlepiej dużo materiałów wybuchowych i innych niebezpiecznych przedmiotów – tutaj oczy psychopaty zrobiły się wielkie jak spodki, a on zaczął się chaotycznie śmiać, wciąż krzycząc „KABOOM” – Szeregowy: przerażona mina. Ruchy panowie! – Skipper już wczuł się w swoją rolę dyrygenta i rozpoczął przygotowania do misji.

- A ja? – spytała z wyrzutem samiczka.

- A ty się najlepiej nie wtrącaj, to zadanie dla mnie i dla mojej drużyny- ton Skippera był chłodny i wyniosły, zupełnie do niego nie pasujący.

- Czyli nie jestem w twojej drużynie, tak?! – wymawiając te słowa tupnęła stanowczo nogą.

-Nikole, szef ma racje. To nie jest odpowiednia misja dla dziewczyny .. – tłumaczył spokojnie naukowiec, przy okazji obliczając coś na liczydle.

- Kowalski, przecież wiesz, że jestem dobra. Mogę się przydać, umiem czytać i umiem nieźle skopać tyłek i…

- Nie Nicole, nie umiesz. Nie nadajesz się na tę misję, po prostu się nie nadajesz. Będziesz dla nas tylko ciężarem, powinnaś zostać w bazie – głos geniusza jeszcze nigdy nie był tak stanowczy i szorstki wobec nikogo, w szczególności wobec samiczki.

Świetnie, po prostu świetnie – cała drżąca wybiegła z bazy, pozostawiając bazę w stanie zorganizowanego chaosu daleko za sobą.

 

Chyba muszę zacząć tą przemowę od przeprosin. Przepraszam, że tak długo czekaliście na notkę, a jeżeli to czytacie, to dziękuję, że nie zrezygnowaliście z mojego bloga mimo długiej przerwy. W moim życiu się ostatnio dużo działo, zaczęłam studia, zmieniłam kompletnie ich kierunek, kilkakrotnie zmieniałam dodatkowe lekcje.. długo by opowiadać, ale sens w tym, że pingwiny zostały odepchnięte na bok. Ale mam już multum nowych pomysłów i nareszcie wymyśliłam fabułę kolejnego opowiadania :) powiedzmy, że dochodzimy do momentu do którego dążę od jakiś.. 36 notek :) haha :D

Tak więc kochani, jak wam się podobało? Notki wciąż trzymają poziom? Jestem dziś trochę wycieńczona (czytaj: spałam około 3 godzin), ale mam nadzieję, że to nie sprawi, że notka będzie gorsza od innych :)

Co sądzicie o tych zawiłych relacjach i komplikacjach między Kowalskim, Skipperem i Nicole? Jakieś podejrzenia co z tego będzie?
No i trochę (mam nadzieję) niespodziewany obrót sprawy z Bulgotem.. jak myślicie, ma wspólnika? Domyślacie się, kto to może być (jeżeli w ogóle jest oczywiście ;))?
No i oczywiście, jakie są wasze myśli jeżeli chodzi o zakaz który Skipper nałożył na Kowalszczaka ( i siebie też)? Czy to była mądra decyzja?

Piszcie, piszcie moi kochani, tak dawno się nie odzywaliście ;)
Pozdrawiam ;*****

35. Naleśniki z pastą rybną i szczyptą zazdrości

Naleśniki z pastą rybną i szczyptą zazdrości

Doris stała po środku obskurnego baru, czekając na reakcje starego barmana. Poczuła, że po tym jak powiedziała kogo szuka atmosfera w lokalu stała się bardziej napięta. Mogłaby przysiąc, że słyszała jak cichy szmer przebiegł przez pokój i kątem oka zauważyła, że wszyscy się na nią patrzą.

- Taa, to znaczy.. wiesz z kim będziesz miała do czynienia, złotko? Mogę ci powiedzieć tyle, że zatrzymał się w pokoju nad barem, ale raczej nie życzy sobie gości. To bardzo groźny facet, na twoim miejscu trzymałbym się od niego z daleka. Jesteś pewna, że mam go zawołać? – wyleniały kocur wpatrywał się w nią ze strapioną miną.

Delfinica tylko pokiwała bezgłośnie głową, a barman głośno wypuścił powietrze z płuc.

- No dobrze, sama tego chciałaś złotko. Jak ci zrobi krzywdę, bo się wkurzy, że ktoś zakłóca jego spokój, nie mów, że cię nie ostrzegałem. Kto o niego pyta?

Doris drgnęła nerwowo i zdołała wykrztusić:
- Doris. Jego siostra, Doris.

*

- Skipper, naprawdę, nie trzeba było..

Przed Nikole stał talerz, a na nim sterta naleśników tworzyła coś na podobiznę krzywej wierzy w Pisie. Obok stał słoiczek wypełniony pastą rybną, a z parującej filiżanki unosiła się aromatyczna woń kawy. Uśmiechnięty przywódca stał odwrócony tyłem do swojej towarzyszki, przewracając na patelni ostatnie naleśniki.

- Ależ cała przyjemność po mojej stronie.

W chwili kiedy Nikole sięgała po pierwszego naleśnika, do kuchni wszedł Szeregowy, zwabiony smakowitym zapachem śniadania.

- O! Naleśniki! Extra! – wykrzyknął, sięgając w stronę talerza. Lider zadziałał błyskawicznie, a malec zamiast naleśnika, otrzymał czerwoną pręgę na skrzydle. Z wyrzutem spojrzał na przełożonego.

- Matka ci skrzydeł nie dała?! Sam sobie zrób naleśniki! – warknął, a choć samiczka bardzo współczuła maluchowi, że mu się oberwało, o mało co nie roześmiała się na głos. Widok Skippera, który bronił jej śniadania z zaciętą miną, był zabawny i .. uroczy. Tak właśnie teraz wyglądał w jej oczach; szarmancki uwodziciel, który zgrywał twardziela. A pod spodem miał bardzo miękkie serce..

Obrażony Szeregowy opuścił pomieszczenie, ostentacyjnie zatrzaskując za sobą drzwi.

- Nie musiałeś być dla niego taki szorstki – zganiła go dziewczyna, ale w jej oczach można było dostrzec  figlarne iskierki. Tak naprawdę nie była na niego zła.

- Dyscyplina musi być! Jeszcze trochę, a rozpuszczę ich jak dziadowski bicz! – ton jego głosu przybrał lekko formalny ton. Nikole zachichotała pod nosem.

Zabrała się za pałaszowanie posiłku; nałożyła sobie na talerz złocistego naleśnika i posmarowała zdrową ilością pasty rybnej. Zwinęła go w rulonik i nie zwracając uwagi na sztućce które leżały obok talerza, zaczęła jeść skrzydłami.

- Nie wiedziałem, że taka dama jak ty, nie je nożem i widelcem – przywódca miał rozbawioną minę.

- Będziesz tak gadał, czy weźmiesz się za jedzenie? – odparła, piorunując go wzrokiem.

Jedząc, prowadzili miłą pogawędkę, a Nikole zauważyła, że jej towarzysz nie spuszczał z niej wzroku. Upomniała się w myślach, że coś jej się przywidziało i aby wypróbować swoją teorię, przesunęła się trochę w lewo. Wzrok lidera podążył za nią, ale on sam nie przerwał swojej wypowiedzi. Tym razem przesunęła się trochę szybciej w prawo. Jego oczy podążały za nią jak cień. Nawinęła pasemko włosów na skrzydło i odrzuciła je z gracją do tyłu. Jego oczy powiodły za puklem jej brązowych włosów.

- No i co o tym sądzisz? – dopiero teraz dotarło do niej, że nie tylko kompletnie nie słuchała Skippera, ale też to, że nie wie jak odpowiedzieć na jego pytanie. Ze zmieszaną miną wpatrywała się w niego chwilę, nie wiedząc co odpowiedzieć.

- W ogóle mnie nie słuchałaś, prawda?

Zamurowana, zaczęła szukać argumentów na swoją obronę.

- Wlepiasz we mnie gały – stwierdziła, znów odchylając się trochę w bok.

- Z tego co mi wiadomo, to nie jest zbrodnia – pomimo swojej odpowiedzi, odwrócił wzrok od koleżanki, lekko zażenowany.

- Jesteś śliczna – powiedział ni stąd, ni zowąd.

Dziewczynę po raz kolejny zamurowało. Nie była pewna co odpowiedzieć.

- Skipper..

- Poczekaj. Do niczego cię nie zobowiązuję, po prostu chciałem ci to powiedzieć. Nie musisz odpowiadać.

- A to wszystko? – pokazała skrzydłem na resztki po śniadaniu.

- Zrobiłem ci śniadanie, czy to aż tak przerażające? – zaczął się kręcić na swoim krzesełku, wyraźnie zbity z tropu. Nie spodziewał się, że rozmowa przyjmie taki obrót sprawy.

Nikole uniknęła odpowiedzi, gdyż w tym samym momencie do kuchni wszedł Kowalski. Stanął w drzwiach lekko zdębiały i omiótł spojrzeniem pomieszczenie. Zobaczył samiczkę z wypiekami na twarzy i dowódcę z nietęgą miną. Zauważył pozostałości po śniadaniu i dwie filiżanki kawy. Oczy się mu zaszkliły i wyszedł, obracając się na pięcie, nie zamieniając z nikim ani słowa.

Nikole poderwała się ze swojego siedzenia.

- Kowalski poczekaj, to nie tak.. – i wybiegła za nim z pokoju, zostawiając przywódcę samego.

*

Naukowiec wbiegł do pokoju który dzielił z Rico i Szeregowym; w tym momencie nie było w nim nikogo. Nikole wbiegła do sypialni tuż za nim.

- Kowalski..

- Co? Nie możesz zostawić mnie w spokoju?

- Kowalski, ale co..

- Nie udawaj niewiniątka dobrze? Przepraszam, że przeszkodziłem ci w romantycznym śniadaniu swoją osobą. A ja głupi myślałem, że ci na mnie zależy.

- Kowalski, to..

- Zachowaj te banalne tłumaczenia dla kogoś innego, ja..

- Kowalski! Dasz mi wreszcie dojść do słowa?! – wrzasnęła samiczka, uciszając tym samym geniusza. Gestem skrzydeł pokazał, że czeka na jej wyjaśnienia.

- Tak więc, po pierwsze, ja tylko jadłam śniadanie ze Skipperem. Nie było w nim nic romantycznego. Po drugie, sama byłam tym wszystkim zdziwiona. To nie moja wina, że ktoś zaoferował mi śniadanie i że tym kimś nie byłeś ty. Zależy mi na tobie Kowciu, jak w ogóle możesz twierdzić coś innego? – dziewczynie brakowało już tchu.

- Najwyraźniej nie zależy ci na mnie tak samo, jak mi zależy na tobie.. – to powiedziawszy wyminął Nikole w przejściu i wyszedł z pokoju hotelowego, zatrzaskując za sobą drzwi.

*

- Czym zawdzięczam sobie tą wizytę, siostrzyczko? – Bulgot siedział wyciągnięty na wygodnym fotelu. Znajdowali się w pokoju który był w miarę przytulny, ale zapach stęchlizny unosił się w powietrzu, przypominając, że budynek widział już niejedną wiosnę.

- Potrzebuję twojej pomocy – odrzekła ledwie słyszalnym głosem. Unikała jego wzroku, pocierając nerwowo swoją płetwę.

- A co sprawiło, że pomyślałaś, że ci pomogę? – jego ton był nonszalancki, a on sam bawił się jakąś małą piłeczką, przerzucając ją z jednej płetwy do drugiej. Również nie patrzył na siostrę.

- Bo ty też coś z tego dostaniesz – jej ton stracił wszelką pewność i brzmiał raczej dziecinnie. Był przesiąknięty naiwnym przekonaniem, że Bulgot pomoże jej tylko dlatego, że jest jego siostrą.

- Przykro mi, ale raczej nie skuszę się na twoją propozycję. Jestem bardzo zajęty i ..

- Chodzi o pingwiny – przerwała mu Doris, a w jej oczach pojawił się błysk determinacji.

Geniusz zła przestał się bawić i pochylił się w stronę delfinicy z bardzo zainteresowaną miną.

- Mów dalej – mruknął, a na jego twarzy zagościł złowrogi uśmiech.

*

- Drużyno, zdaje mi się, że czas się pakować – zarządził Skipper, wchodząc do salonu, gdzie siedzieli Szeregowy i Rico. Jego słowa wywołały burzę protestów.

- Dopiero co żeśmy przyjechali, szefie! Nie możemy zostać tu trochę dłużej? – głos malucha miał w sobie błagalną nutę.

- Przykro mi – stwierdził twardo lider – jutro rano łapiemy samolot z Nicei.

Słowa przywódcy przykuły uwagę Nikole. Wsadziła głowę do salonu i z oburzeniem spytała:

- A z jakiej racji mamy już wracać? Szeregowy ma rację, dopiero co żeśmy przyjechali!

- Z racji tego, że jestem waszym szefem i taki wydałem właśnie rozkaz, a wy macie się podporządkować.

Samiczce nie spodobał się ten nowy, władczy i zimny jak kamień ton Skippera.

- Widzę, że teraz jesteśmy w relacjach szef- podwładny, tak? – spytała zadziornie, mrużąc przy tym oczy.

Dowódca popatrzył na nią wzrokiem, który nie wyrażał żadnych emocji.

- Zawsze byliśmy.

 

Hej kochani :* Przepraszam, że tak dawno nie wklejałam żadnej notki. Trochę mnie opuściła wena ostatnio, a w dodatku uzależniłam się od nowych książek: Dary Anioła. Polecam wam serdecznie wszystkie te książki, chociaż nie jestem zwolenniczką fantasy, to te książki skradły mój umysł i serce. Całe dnie spędzam na czytaniu (czytaj: pochłanianiu w przerażającym tempie) tej powieści. No i oficjalnie jestem zakochana w Jasie Waylandzie <3 (powiedzcie, co jest ze mną nie tak?! Bujam się w fikcyjnej postaci!)

No ale notkę jakoś udało się wyskrobać :) co o niej sądzicie?
Niektórzy już wcześniej domyślali się, po kogo popłynęła Doris. Dziwicie się jej? Czy raczej rozumiecie jej decyzję, aby zwrócić się do brata po pomoc.
No i co myślicie o zalotach Skippera? Czy chce tylko zwrócić na siebie uwagę Nikole, czy może to coś więcej.. ?
I jak wam się podobała ta mała scenka zazdrości? Czy była uzasadniona?

Pozdrowionka ;***

34. Wakacje w (s)pokoju

Wakacje w (s)pokoju
Doris była zdeterminowana jak nigdy wcześniej – nie poznawała samej siebie. Z zaciętą miną płynęła przez turkusowy ocean już paręnaście godzin. Wiedziała kogo szukała, nie wiedziała tylko gdzie powinna zacząć swoje poszukiwania. Nagle, zaczęła kierować się ku powierzchni i wypłynęła w bardzo obskurnej zatoczce. Jachty które były tu zacumowane śmierdziały zgnilizną i przeważnie były na wpół zjedzone przez rdzę. Chociaż w społeczności ludzkiej była to bardzo niechlubna okolica, prawie każde zwierze w Ameryce znało bar który znajdował się nieopodal niej. Był on głównym miejscem spotkań największych rzezimieszków, gangsterów i geniuszy zła, oferując miejsce, gdzie bandyci mogli w spokoju omawiać swoje sprawy, mając pewność, że nikt ich nie podsłucha. Dreszcz przeszedł jej po plecach, kiedy pomyślała o tym, że musi tam wejść.

Delfinica zaczęła kierować się w stronę owego lokalu i chwilę później dotarła do małej, drewnianej i bardzo starej chatki. Posiadała ona dwa wejścia – jedno dla zwierząt lądowych i jedno dla morskiej klienteli. Dziewczyna wpłynęła do baru, a ku jej oczom ukazała się zakurzona lada, za którą stał stary, wyleniały kot – najprawdopodobniej był on barmanem. Przy stolikach siedzieli głównie mężczyźni, którzy popijali przeróżny alkohol w mniejszych lub większych szklankach, kieliszkach i kuflach. Brudny kocur przycierał monotonnie szklankę, obracając ją w swoich łapach. Doris pomyślała, że przez to naczynia stają się jeszcze brudniejsze. Przyrzekła sobie w duchu, że w życiu niczego tu nie wypije.

- Czy mogę w czymś pomóc? – stary barman skierował swe słowa do samiczki, która od dłuższego czasu stała bezmyślnie w miejscu. Nie było w tym pomieszczeniu żadnych okien, więc jedyne źródło światła pochodziło od mizernych lampek które wisiały smętnie na suficie. Pajęczyny kłębiły się w każdym rogu, nadając całej scenerii nieco przerażający wygląd.
- Szukam kogoś – powiedziała piskliwym głosem, odrywając wzrok od pająka który właśnie konsumował swoją ofiarę na ścianie.
- Kogoś konkretnego? – spytał poirytowany, chcąc wrócić do przerwanego wycierania szklanki.
Doris przełknęła gulę, która stała jej w gardle i wzięła głęboki oddech, aby dodać sobie odwagi.

*

- Kowalski? Żołnierzu, możecie mówić? – zatroskany Skipper cucił skrzydłem swojego kompana. Strateg ze zdziwieniem stwierdził, że znów znajduje się w pokoju hotelowym i leży na miękkim łóżku z baldachimem.
- Tak – odrzekł, przeciągając sylabę – chyba wszystko w porządku.
- A możecie sami siebie zdiagnozować? – zapytał z nadzieją w głosie lider. Nikole przewróciła oczami i westchnęła głośno.
- Tysiąc razy ci już mówiłam, że to przegrzanie organizmu, Skipper – kładąc nacisk na imieniu dowódcy.
- Nie obraź się, ale chciałbym usłyszeć opinię eksperta – rzucił, poczym znowu zwrócił się do geniusza – co ci jest?
Naukowiec obejrzał swoje ciało i z ulgą stwierdził, że wciąż jest cały i nawet nie posiada żadnych siniaków, ani zadrapań. Dotknął swojej głowy i choć była w nienaruszonym stanie, bardzo go bolała.
- Nikole chyba ma rację, musiało mi się zrobić za gorąco na tym słońcu.
Ulga malowała się na twarzy przełożonego.
- Już podejrzewałam u ciebie gorączkę Afrykańską albo Tajwańskie zapalenie dzioba.
- Skipper, jesteśmy w Europie – wtrąciła Nikole z politowaniem.
- Byłem już na niejednej Europejskiej misji i uwierz mi kochana, widziałem już niejeden fenomen który nie pasował do schematu. Manfreddi i Johnson mówili to samo co ty i zmienili zdanie dopiero po tym jak zostali pogryzieni przez Kobrę Indyjską na Islandii.
- Skoro nic mi nie jest – Kowalski uciął monolog szefa – to może wrócimy już na plażę?
Skipper popatrzył się na niego, jakby miał do czynienia z osobą mocno zacofaną w rozwoju.
- Nigdzie nie idziesz.
- Jak to? – spytał oburzony naukowiec.
- Masz absolutny zakaz wychodzenia na dwór, nie chcemy powtórki z dzisiejszej rozrywki- wytłumaczył mu dowódca, wciąż mówiąc wolno i wyraźnie.

Nie pomogły tłumaczenia, że to był jednorazowy przypadek i że jest w stanie przebywać na dworze. Nie pomogły groźby, ani naukowa przemowa, która rzekomo udowodniała to, że Kowalski jest w stanie spędzać normalnie wakacje. Skipper był jednak nieugięty i z niewzruszoną miną wciąż odmawiał cofnięcia zakazu. Po godzinie strateg zrezygnował z dalszych kłótni i padł zrezygnowany na łóżko. Lider wyszedł z pokoju, a przy boku geniusza pojawiła się Nikole.
- Ja z tobą zostanę – powiedziała, trzymając go za skrzydło, dodając mu otuchy.
- Nie ma mowy, nie będziesz przeze mnie rezygnować z wakacji! – oburzony chłopak aż zerwał się z łóżka.
- Leż i odpoczywaj Kowciu. Nie rezygnuję z wakacji, tylko postanawiam spędzić je z tobą. Prawdę mówiąc, niezbyt lubię upały – dodała konspiracyjnym szeptem.
Chłopak dał za wygraną, bo ogarnęło go nieprawdopodobne zmęczenie. Skinął na Nikole głową, co miało oznaczać, że jeszcze powrócą do tematu, położył się na ogromnej poduszce i momentalnie zasnął.

*

Kiedy znów otworzył oczy, w pokoju nie zastał nikogo. Wylazł z łóżka i wszedł do salonu, w którym siedziała Nikole. Dziewczyna wygodnie rozsiadła się na kanapie i z żywym zainteresowaniem czytała książkę. Ten widok sprawił, że na twarzy naukowca zagościł ogromny uśmiech.
- Tylko mi nie mów, że przypomniałaś sobie jak się czyta – zagadnął.
- Kowciu, nie uwierzysz, ale siedziałam tu sama i się nudziłam. Zaczęłam szperać w swojej torbie i znalazłam to – w tym momencie podniosła do góry zniszczony egzemplarz „Myszy i ludzie”- przeczytałam tytuł, a potem pierwszą i drugą stronę i.. i już pamiętam.
- To cudownie! – geniusz chwycił samiczkę w ramiona i zaczął kręcić się wraz z nią dookoła. Kiedy już zakręciło im się w głowach i ustali w miejscu, Kowalski jeszcze przez chwilę przytrzymał pingwinkę w objęciach. Spojrzeli sobie głęboko w oczy i na chwilę wstrzymali oddech. Zdawać by się mogło, że czas stanął w miejscu. Nawet maleńkie pyłki kurzu które wirowały wokół nich nagle zwolniły tempa.

Po chwili czar prysł i oboje poczuli się trochę niezręcznie.
- To świetnie, że pamięć do ciebie wraca – zaczął zmieszany.
- Mhm – mruknęła. Serce wciąż waliło jej jak oszalałe, czuła jak skręcają się jej kiszki i całą sobą chciałaby znaleźć się znów w jego ramionach.
- Może obejrzymy film? – zaproponował, a jego głos wyrwał pingwinkę z głębokiego zamyślenia.
- Jasne czemu nie – odparła, niby to niewzruszona, ale w środku była w niebo wzięta.

Stosy DVD piętrzyły się obok 50 calowego telewizora, w który był wyposażony pokój. Pingwinka przejechała po nich skrzydłem jak po pianinie. Spojrzała się na swojego towarzysza pytająco.
- Zdaję się na twój wybór – obdarzył ją kolejnym uśmiechem.
Jeszcze chwilę podreptała w miejscu, szukając odpowiedniego filmu. W końcu wybrała ze stosiku jedno opakowanie i włożyła płytę do odtwarzacza.
Po chwili na ekranie pojawiło się menu tytułowe.
Chłopak jęknął głośno.
- „Pamiętnik”? Na serio będziesz mnie tym katować? No błagam!
- Powiedziałeś, że zdajesz się na mój wybór – puściła do niego oczko.

Geniusz przygotował całą miskę popcornu i oboje zasiedli przed telewizorem. Oparli się o siebie tak, że stykali się plecami i oparli o siebie swoje głowy. Cieszyli się tą chwilą szczęścia, napawając się swoją obecnością. Chociaż film wciąż trwał, oni zaczęli prowadzić żywą rozmowę – co chwilę żartowali sobie i wybuchali śmiechem. Nawet nie zauważyli, kiedy film się skończył, a napisy końcowe już dawno przeminęły. Teraz głowa Nikole spoczywała na kolanach naukowca, a on głaskał ją po włosach. Może i był to zwykły przyjacielski gest, ale sprawiał on dziewczynie dużo radości. Coś ściskało jej serce za każdym razem, kiedy on dotykał jej włosów. Delikatny dreszczyk przebiegł przez jej kręgosłup.

Nagle usłyszeli jak pod okno hotelowe podeszli pozostali komandosi. W ostatniej sekundzie odchylili się od siebie na tyle, by nikt nie zastał ich w żadnej dwuznacznej pozycji.
- Ale było fajowo! Szef nawet pozwolił mi zjeść watę cukrową! Ale jest mi teraz trochę od niej nie dobrze.. – relacjonował swój dzień Szeregowy.
- To świetnie – zagadała Nikole, posyłając przy tym porozumiewawcze spojrzenie geniuszowi.
- Szeregowy, przestańcie być tacy męczący – dowódca odsapnął głośno – i co porabiała szanowna dama, kiedy mnie nie było? – zwrócił się do samiczki.
- Nic takiego. Obejrzałam film – powiedziała bez większego entuzjazmu. Skipper posłał strategowi oskarżycielskie spojrzenie, ale on tylko zrobił minę niewiniątka.

Pingwiny krzątały się jeszcze chwilę, wieszając ręczniki i przygotowywując kolację. Kiedy wszyscy już zjedli, rozpoczęła się walka o pilota do telewizora. Oczywiście, każdy chciał oglądać coś innego. Każdy oprócz Nikole i Kowalskiego. Wyślizgnęli się cichutko z pokoju i poszli oglądać zachód słońca.

 

Witam znowu! Wróciłam już z nad morza (było super!) i mam dla was kolejną notkę :)
co o niej sądzicie?
Czy powrót Doris was zaskoczył? Czy podejrzewacie, kogo szuka?
A poświęcenie Nikole? Czy jest po prostu dobrą przyjaciółką, czy próbuje ukraść serce stratega?
No i oglądanie filmu – miałam tą scenę w głowie już baaaaardzo długo, praktycznie od kiedy wprowadziłam do opowiadania postać Nikole. Czy była udana?

Dziękuję za tyle komentarzy i odwiedzin, co ja bym bez was zrobiła moi kochani? Przepraszam, że teraz tak rzadko pojawiam się na blogu, ale ku memu zaskoczeniu, naprawdę mam co robić w te wakacje :) właśnie organizuję wyjazd do Krakowa na trzy dni (więc przepraszam, jeżeli nie od razu odpowiem na wasze komentarze!), więc trzymajcie kciuki, że się uda!
Pozdrowionka dla was i mam nadzieję, że będziecie mieli słoneczny koniec wakacji (bo w tym momencie w Warszawie jest taki ziąb, że siedzę pod kocem i piję ciepłą herbatę!)
:*

33. Robi się gorąco

Robi się gorąco
- Mam cię, kujonie jeden! – Nikole śmiała się tak serdecznie, że aż łzy pojawiły się w jej oczach.
Poirytowany Kowalski pluł i odkasływał słoną wodę, która wdarła mu się do płuc.
- Mądra jesteś? – warknął na nią, kierując się z powrotem na plażę.
- Oj, Kowciu! To były tylko żarty! No rozchmurz się, no! W końcu zamiast mnie ratować, obliczałeś prawdopodobieństwo tego, że się topie – dziewczyna zaczęła ochlapywać go słoną wodą.
Chłopakowi jednak nie spodobał się żarcik koleżanki i nie zwracając uwagi na jej prośby, wyszedł z wody. Ona popędziła za nim.
- Kowciu, przepraszam. Nie wiedziałam, że aż tak się tym przejmiesz.
Geniusz wciąż milczał.
- Kowciu?
- Przez chwilę myślałem, że naprawdę cię stracę – zniżył głos i teraz jego szept zlewał się z szumem morza. Objął Nikole i uścisnął ją serdecznie, a ona odwzajemniła jego gest, wtulając się w jego mokre piórka.
- Może jeszcze popływamy? – spytała niewinnie, kiedy już wyswobodziła się z ramion naukowca.
Chłopak prychnął poirytowany.
-Wiesz, mam dosyć pływania, jak na jeden dzień.
Nikole spuściła główkę i geniusz, czując przypływ poczucia winy, szybko dodał:
- Za to znam jedno fajne miejsce – uśmiechnął się do niej, unosząc jej dzióbek w górę skrzydełkiem.

*

Pingwiny spacerowały ciemnymi ulicami przez ponad dwadzieścia minut, gdyż Kowalski uparł się, że to miejsce jest tak tajne, że Nikole musi tam iść z zamkniętymi oczami. Stawiała przed siebie drobne kroczki, uważając by się nie przewrócić na nierównym chodniku, a Kowalski wciąż zakrywał jej oczy swoimi skrzydłami.
- Daleko jeszcze? – jęczała co chwilę, mając dosyć chodzenia po omacku.
- Jeszcze troszkę – zapewniał ją równie często.

Wreszcie dotarli do miejsca docelowego. Skrzydła zniknęły sprzed oczu dziewczyny i chwilę zajęło jej oddzielenie poszczególnych obrazów od siebie. Stali przed stoiskiem z lodami – Nikole jeszcze nigdy nie widziała na oczy tylu smaków do wyboru.
- Kowalski jest trzecia w nocy, skąd żeś wytrzasnął czynną lodziarnię o tej porze? – spytała zaintrygowana.
- Moja słodka tajemnica – odparł z szelmowskim uśmiechem. Odszedł na bok i zrobił ogromny raban. Poprzewracał pojemniki na śmieci, rzucał kamieniami w metalowe puszki i robił wszystko, by zwrócić na siebie uwagę sprzedawcy. Gdy ten opuścił stoisko w poszukiwaniu źródła hałasu, Nikole miała je tylko dla siebie. Chwyciła rożek i zaczęła nakładać wszystkie smaki, które wydawały jej się nietypowe. Lawendowe, cynamonowe, różane, goździkowe. Napełniła nimi dwa wafelki i oddaliła się od stoiska. Chwilę potem, dołączył do niej jej towarzysz i razem poczłapali w stronę promenady, zostawiając za sobą zdezorientowanego sprzedawcę.

Rozsiedli się na murku z którego mieli przepiękny widok na rozgwieżdżone niebo i szumiące morze. Lekka, morska bryza wiała im w twarz, kołtuniąc włosy dziewczyny. Ona jednak odrzuciła je do tyłu, nie poświęcając im większej uwagi.
- Wzięłam twoje ulubione – czekoladowe.
Chłopak miał zdziwioną minę.
- Skąd wiesz, jaki jest mój ulubiony smak lodów? – dopytywał, liżąc swoją gałkę.
- Moja słodka tajemnica – powiedziała i zamoczyła dzióbek w lodach geniusza.
- Hej! To moje lody! – krzyknął, lecz tak naprawdę nie był na nią jednak zły i nie zabrał jej rożka sprzed nosa. Siedzieli tak jedząc lody i gawędząc, aż ujrzeli pierwsze promienie słońca.

*

Ze względu na to, że pingwiny były na wakacjach, szef pozwolił im spać do ósmej rano, choć sam wstał już o czwartej trzydzieści. Naturalnie zauważył brak Kowalskiego i Nikole i cierpliwie czekał na ich powrót. Wślizgnęli się do pokoju hotelowego najciszej jak potrafili, wciąż chichocząc pod nosem.
- A co to za nocne eskapady? – głos szefa obijał się echem o ściany.
Pingwiny wyglądały na przerażone – nie spodziewały się, że ktoś ich nakryje na ich nocnym spacerze.
- Spacerowaliśmy, bo nie mogłam spać przez ten ból głowy – dziewczyna zrobiła minę zbitego psa i posłała przełożonemu słodki uśmieszek.
- W takim razie, może zaproponuję mademoisselle filiżankę czarnej kawy? – zmienił ton głosu na bardziej łagodny.
- Oui, bien sûr! C’est une bonne idée – odparła. Komandosów zamurowało.
- Od kiedy mówisz po Francusku? – geniusz wręcz zachłysnął się powietrzem.
- Nie wiem.. tak po prostu przyszło mi to do głowy – tłumaczyła zmieszana – myślisz, że pamięć mi wraca?
- Być może – powiedział z uśmiechem.
- Musimy to oblać! – szef wtrącił się do rozmowy – może trochę whiskey z colą?
Nikole wyglądała jakby ktoś przyłożył jej w twarz zepsutym i oślizgłym dorszem. Skipper zaśmiał się gromko.
- Żartowałem. Obiecałem ci kawę, czyż nie? Kowalski, może byś nam zaserwował dwie filiżanki kawusi?
Tym razem to strateg miał nietęgą minę, lecz tym razem lider nie wyglądał jakby żartował. Po chwili niezręcznej ciszy, Skipper poczuł, że Kowalski raczej nie jest skory do odegrania roli lokaja.
- No dobrze, sam ją zrobię – wstał z fotela i zabrał się za przygotowywanie napoju. Po chwili woń ciepłej, intensywnej kawy rozszedł się po całym pokoju. Nikole siedziała już na tarasie, czekając na powrót Skippera. Usiadła na pięknym wiklinowym fotelu, który idealnie komponował się ze szklanym stoliczkiem, na którym stała już cukierniczka. Widok był oszałamiający – wschodzące słońce odbijało się od tafli spokojnego morza, przez co wydawało się, że woda świeci się jak kryształ. Francja budziła się do życia – pierwsi przechodni zapełniali ulice, a w lokalnych boulongerie piekły się już bagietki i croissanty. Filiżaneczka i spodeczek dźwięcznie brzęknęły o szklaną ławę.
- Dziękuję, Skipciu.
Dowódca lekko się zarumienił, słysząc jak zwraca się do niego Nikole, lecz schlebiało mu to na tyle, że nie upomniał jej, aby tytułowała go „szefie”. Słysząc to, strateg rzucił coś o tym, że idzie się przespać i zniknął im z pola widzenia.
Lider siedział na tarasie z pingwinką, zagadując ją co chwila i sącząc swój napój.
- Wiesz Skipciu, to jest obrzydliwe – powiedziała, wskazując z odrażeniem na filiżankę. Przywódca zaśmiał się tylko pod nosem.
- Trzeba posłodzić – a to powiedziawszy, wrzucił do jej filiżanki dwie kostki cukru i zamieszał. Dziewczyna nieufnie znów spróbowała napoju.
- Miałeś rację – posłała mu piękny uśmiech i wzięła kolejny łyk kawy.
- Pięknie wyglądasz jak się śmiejesz – wyszeptał, po czym natychmiast zdał sobie sprawę z tego, jak niezręcznie zabrzmiały jego słowa.
- Kusisz mnie, abym śmiała się coraz rzadziej – rozluźniła napiętą atmosferę, szybko zmieniając temat.

*

Po paru godzinach, wstali też pozostali komandosi. Zjedli śniadanie i przygotowali się na wyjście na plażę. Szeregowy wyglądał komicznie z założonymi rękawkami do pływania i ciemnymi okularami na dziobie. Rico wypluł z siebie kilka niezbędnych przedmiotów, takich jak koc, piłka czy prowiant. Każdy chwycił coś w skrzydło i ruszyli rozgrzaną promenadą. Upał był nie do zniesienia, na ulicach byli tylko nieliczni przechodni – inni szukali schronienia w cieniu i klimatyzowanych salach. Pingwiny od razu wskoczyły do wody, aby się ochłodzić.
- Jednak jest tu ładniej, podczas nocy – szepnęła figlarnie Nikole, pochylając się nad uchem stratega. Mimowolnie się uśmiechnął. Później przyszedł czas na tak zwany „leżing, plażing, smażing” jak to powiedział lider. Wszyscy grzali się w promieniach słońca, które świeciło nadzwyczajnie mocno. Powietrze było jeszcze bardziej duszne i jeszcze cięższe niż poprzedniego dnia.
- Chyba jest mi za ciepło – powiedział w końcu Kowalski, a jego głos był bardzo słaby. Kręciło mu się w głowie, a przed oczami miał czarne plamy. Brakowało mu powietrza, bo chociaż często brał wdech, wydawało się, że tlenu jest w nim niewiele.
- Idź do wody się schłodzić – rozkazał mu szef, obracając się z brzucha na plecy.
Geniusz podniósł się powoli z koca, na którym leżeli. Poczłapał w stronę wody, leniwym i ślamazarnym krokiem.
Chwilę później, pingwiny widziały tylko jak Kowalski upada na piasek, pozbawiony świadomości.

 

Witam ^^ nie spodziewaliście się nowej notki tak szybko, co? ;)
Wyjeżdżam nad morze, więc na kolejną notkę musicie poczekać ponad tydzień. Jak wam się podobało? Nie da się was zaskoczyć, wy przebiegłe lemury! Jednak życie Kowalskiego nie wisiało na włosku ;)
A ten niewinny flirt Skippera? Czy stara się po prostu zaprzyjaźnić z Nikole?
No i oczywiście notka znów kończy się na tym, że Kowalski jest w niebezpieczeństwie :P jakieś domysły, co się stanie dalej?
Pozdrowionka, dziękuję za wszystkie komentarze! :) 

32. Wieczorny spacer po Nicei

Wieczorny spacer po Nicei
W Nicei wylądowali z pięciominutowym opóźnieniem, na co dowódca zareagował głośnym parsknięciem i komentarzem, że linie lotnicze schodzą na psy. Pingwiny wypakowały się z samolotu, nie zwracając na siebie uwagi pasażerów. Ci bowiem z wrzaskiem odkryli nieprzytomnych podróżnych pierwszej klasy, których znokautował Rico. Komandosów powitało gorące, parne powietrze, które buchnęło im w twarz, gdy tylko wyszli z klimatyzowanej kabiny. Nikole wciąż spała, usadowiona w ramionach dowódcy. Kowalski zaoferował mu swoją pomoc, ale chyba wyrzuty sumienia sprawiły, że szef chciał odpokutować to, że pozwolił samiczce pić alkohol.

Pas na którym wylądował samolot był zbudowany na morzu, więc turkusowa morska woda otaczała zewsząd pingwiny. Komandosi ruszyli w stronę hali przylotów i sprawnie ominęli kontrole paszportowe i poczekalnię. Strategowi udało się zarezerwować pokój w najpiękniejszym hotelu w tym mieście. Budynek stał dumnie kilka metrów od morza, zachęcając klientów swoją ponadczasową fasadą i zapachem świeżych croissantów unoszącym się w powietrzu. Oczywiście, chłopcy nie poszli do recepcji aby potwierdzić swój przyjazd, tylko wślizgnęli się do hotelu przez okno.

Ku ich zdziwieniu, w pokoju natknęli się na młodą kobietę, która wpatrywała się w komandosów, przecierając oczy. Skipper kątem oka zauważył, że na szafie wisiała powieszona biała suknia ślubna – prawdopodobnie panna młoda miała w niedługim czasie wyjść za mąż. Rico już stał na ramieniu zszokowanej kobiety, unosząc nad jej karkiem skrzydło, czekając na komendę szefa. Ten jednak pokiwał przecząco głową.
-Nie chcemy przecież, aby nasza panna młoda miała siniaki na weselu.
Nieco mniej entuzjastycznie, psychopata wydobył ze swojego żołądka butelkę z ketchupem, w której Kowalski trzymał gaz wywołujący zanik pamięci. Nacisnął butelkę i czerwony dymek zaczął unosić się przed twarzą blondynki. Pingwiny zdążyły w porę wyjść z pokoju, zanim dziewczyna zorientowała się, że ktoś w nim był.

Za drzwiami dowódca podarował strategowi soczystego plaskacza. Ten jęknął z bólu.
- A to za co? – spytał z żalem w głosie.
- A co ta kobieta tam robiła? Miałeś wszystko zaplanować tak, żeby misja przebiegła gładko – odparł poirytowany.
- Sprawdziłem ten pokój, miała się dziś wymeldować, a sprzątaczki miały się uwinąć ze sprzątaniem do godziny siedemnastej. Potem pokój miał stać pusty przez noc, czekając na ludzi którzy zarezerwowali go na jutro. Musiała przedłużyć swój pobyt w hotelu w ostatniej sekundzie.. hmm prawdopodobieństwo tego scenariusza wynosiło jak jeden do .. AŁAA! – geniusz ponownie wrzasnął, gdyż Skipper przerwał jego monolog kolejnym plaskaczem w dziób.
- Czy ja prosiłem o dogłębną analizę? Nie obchodzi mnie co się stało, masz dopilnować, aby się to nigdy nie powtórzyło – po tej nieco oschłej reprymendzie, komandosi ruszyli w głąb hotelowego korytarza.

*

Ich pokój znajdował się na najwyższym piętrze. W środku były trzy pokoje, salon i malutki aneks kuchenny. Tapeta była beżowa, a przyozdabiały ją małe czerwone róże, które były na niej namalowane. Na kasztanowym, błyszczącym stole stały świeże kwiaty, a okna były uchylone. Śnieżno biała firanka falowała, tańcząc w takt wiatru. Wszyscy na moment stanęli, oniemiali tak pięknym widokiem. Po chwili Szeregowy wbiegł do sypialni i piszcząc niczym małe dziecko zaczął skakać po sprężystym łóżku. Było to ogromne małżeńskie łoże nad którym wisiał aksamitny baldachim. Złociste promienie popołudniowego słońca wpadały do pokoju przez ogromne, przeszklone drzwi, prowadzące na taras.

- Szeregowy! Opanujcie się, to nie plac zabaw! – ofuknął go Skipper. Malec natychmiast zszedł z łóżka, a dowódca ułożył na nim śpiącą pingwinkę. Wyszedł z pokoju najciszej jak się dało, zamykając za sobą drzwi.
- Jemu to nie przywali w twarz.. – mruknął pod nosem strateg, ale zrobił to na tyle cicho, że szef nie dosłyszał tego komentarza.

Pingwiny obejrzały pozostałe dwie sypialnie i okazało się, że ta którą zajęła Nikole, była najpiękniejsza i największa.
- A więc ustalone. Kowalski, Rico i Szeregowy, wy śpicie w tym pokoju – powiedział lider, machając skrzydłem na najmniejszą sypialnię. Natychmiast wybuchły protesty i okrzyki, że to nie fair.
- Jak mamy tu spać, skoro jest tu tylko jedno łóżko – spytał naburmuszony naukowiec.
- Rico – rzucił krótko przywódca. Psychopata jeszcze nigdy nie miał tak skwaszonej miny wykonując rozkaz szefa. Wypluł z siebie dwa polowe łóżka, które ociekały jego śliną. Jak na zawołanie, chłopcy zaczęli walczyć o jedyne porządne łóżko w pokoju. Po kilkunastu kopniakach, ciosach pięścią i kilkoma ugryzieniami, to Rico wygrał pojedynek o łóżko. Stanął na nim, a w skrzydle trzymał zapalony dynamit.
- Bleurgh blagh bluga tah! – wycharczał, co miało oznaczać „jeśli nie odstanę tego łóżka, wszystko wysadzę”. Młodzik i geniusz dali za wygraną – w końcu argument Rico był dosyć przekonujący. Popatrzyli się na oślizgłe, złożone polówki.
-Może chociaż dostaniemy ścierki, żeby to wytrzeć? – spytał niepocieszony. Psychopata uśmiechnął się triumfalnie i wypluł z siebie dwie szmaty, jeszcze bardziej umazane wnętrznościami jego żołądka. Pingwiny jęknęły z obrzydzeniem.

*

Rico posłużył się jeszcze swoim żołądkiem, aby wynaleźć z niego klucz którym pingwiny zamknęły się od środka. Na drzwiach pojawił się napis „awaria – przepraszamy!”  i komandosi wreszcie mogli rozgościć się w pokoju. Słońce już schowało się za horyzontem i ustąpiło miejsca księżycowi, który oświetlał ulice Południowej Francji. Komandosi usadowili się wokół brązowego stołu i rozpoczęli skomplikowaną grę w karty, w której każdy miał jedną z nich przyklejoną do czoła. Wątpliwe było czy którykolwiek z pingwinów do końca wiedział na czym polegała owa gra, ale Skipper co rusz dorzucał od siebie jakieś nowe zasady, głównie po to aby coś zyskać. Po godzinie wygrał już dwanaście dorszy, dwie bomby, magazyn o słodko-rożcach i liczydło (które zwrócił Kowalskiemu, gdyż bez niego strateg nie mógłby dostarczać szefowi analiz).

W tym momencie do pokoju weszła Nikole, mrużąc oczy od jasnego światła.
- Chyba jestem chora – skrzeknęła.
- A co ci jest? – spytał geniusz, przyglądając się jej uważnie.
- Mam sucho w ustach; nie ważne ile wypiję, wciąż chce mi się pić. Głowa pęka mi w szwach i..
- czujesz się tak, jakby przejechał cię pociąg? – dokończył za nią zdanie Skipper.
Dziewczyna tylko wydała z siebie jęk, co miało znaczyć, że trafił w sedno.
- Dwa razy – dodała, co rozbawiło szefa. Zaśmiał się gromko swoim niskim głosem.
- Mam na to remedium – stary sposób przekazywany z dziada na pradziada – rzucił tajemniczo, po czym zniknął w swojej sypialni. Wrócił do pokoju trzymając w skrzydłach jakąś saszetkę, której zawartość wsypał do garnka, który stał na kuchence. Dolał do niego wrzątku i wielokrotnie mieszał.
Szeregowy wydał z siebie okrzyk podziwu:
- O! Szefie, co to za magiczny płyn? Pewnie zdobył go szef, narażając własne życie na jakiejś misji, gdzieś na końcu świata, mam rację? Zdradzi mi szef jej nazwę?
Szelmowski uśmiech zagościł na dziobie dowódcy.
-Rosół – powiedział rozbawiony, podając gorący kubek pingwinicy.

*

Nikole siedziała po ciemku na tarasie, przyglądając się nocy. Chociaż było już po północy, powietrze wciąż było ciężkie. Kac dziewczyny zaczął powoli mijać; chociaż wciąż bolała ją głowa, potrafiła utrzymać już posiłek w żołądku i nie musiała pić wciąż wody. Ponieważ przespała się podczas dnia, nie chciało jej się spać. Wciąż rozmyślała nad snem o delfinie na wieży Eiffla, który kazał jej zniknąć z jego życia. Miała niejasne przeczucie, że już to wcześniej gdzieś widziała. Starała się przypomnieć sobie różne książki i filmy, w których owa scena mogła się pojawić, ale nic nie przychodziło jej do głowy. Usłyszała za sobą ciche szuranie i otwierane drzwi.
- Nie śpisz? – odwróciła się i ujrzała naukowca, który przyniósł jej kolejną porcję zupy.
- Mam dosyć tego świństwa – powiedziała, odpychając kubek.
Geniusz odstawił rosół na bok wzdychając.
- Nie chce mi się spać – dodała po chwili.
- Mi też nie – Kowalski usiadł na podłodze obok samiczki.
- Nigdy więcej nie piję alkoholu – odrzekła, na co dryblas zrobił minę, która wydawała się mówić „a nie mówiłem?”
- Jak głowa?
- Oprócz tego, że boli tak jakby mnie ktoś zdzielił kijem bejsbolowym, to w porządku – oboje cicho się zaśmiali. Dziewczyna położyła obolałą głowę na ramieniu naukowca,  a on ją po niej pogłaskał. Byli jak najlepsi kumple, nierozłączni. Czuli się komfortowo w swoim towarzystwie, nie wstydzili się położyć sobie głów na ramionach, ani podzielić posiłkiem. Byli razem, żyli i czuli się szczęśliwie – nic innego nie miało znaczenia.
- Tu jest naprawdę pięknie – wyszeptała – chodźmy na spacer – dodała moment później.
Nie czekając na odpowiedź, pociągnęła stratega za skrzydło w głąb pokoju.

*

- Wiesz, chciałam z tobą o czymś porozmawiać.. – zaczęła niemrawo dziewczyna.
- Mmm? – mruknął strateg na znak, że słucha.
- Miałam ostatnio parę dziwnych snów. Może to głupie, ale wydaję mi się, że to mogą być moje wspomnienia..
- To wspaniale! Pamięć zaczyna do ciebie wracać! Co sobie przypomniałaś do tej pory?
Dziewczyna opowiedziała mu o gospodyni, która rozwieszała pranie i wyglądała jak jej matka. Przypomniała sobie, jak ujrzała grupkę młodych dziewczyn, które plotkowały o chłopakach.
- To tak jakbym przypominała sobie kolejne etapy życia – tłumaczyła – był jeszcze jeden, w którym czołgałam się przez pustynię wycieńczona i czułam jakbym miała już umrzeć. Najdziwniejsze jest to, że wydaję mi się, że kiedyś naprawdę tułałam się po pustyni, po tym jak uciekłam z domu – odczekała chwilę i kontynuowała – ale nie wiem czy naprawdę uciekłam z domu, czy przeczytałam to gdzieś kiedyś, albo czy zobaczyłam to na filmie. Wszystko jest takie zamazane.
- A co ci się śniło kiedy zaatakowałaś oddział? – mimowolnie, Kowalski uśmiechnął się na wspomnienie o tym, jak Nikole poczęstowała pingwiny kilkoma ciosami i kopniakami.
- To właśnie był ten sen, w którym byłam na pustyni. A potem.. potem znalazłam się w sali treningowej i po prostu zaczęłam walczyć. To tak jakbym odkrywała coraz to nowsze warstwy siebie samej.
Jeszcze chwilę dyskutowali o snach samiczki, ale ona ani słowem nie wspomniała o wieży Eiffla i delfinie, który na nią wrzeszczał. Skoro sama nie pamiętała o co chodziło, po co miała by mu to mówić?

*

- Jeżeli szef się dowie..
- Nie dowie – wtrąciła wesoło Nikole, uciszając tym samym geniusza i jego obawy.
- Będziemy mieli kłopoty – naukowiec nie wyglądał na szczęśliwego.
- Nie przesadzaj! Zrób w życiu coś szalonego! – krzyknęła, po czym z radością wbiegła do morza, zażywając wieczornej kąpieli. Wyglądało jakby morze było wypełnione nie wodą, a atramentem. Czarne i aksamitne, obijało się o plażę, która, skąpana w blasku księżyca, wydawała się srebrna,. Dziewczyna zanurkowała w nim, znikając kompletnie pod jego taflą. Zaalarmowany Kowalski wytężył wzrok, starając się dojrzeć samiczkę w morzu. Jego serce zaczęło walić jak oszalałe, w końcu prawdopodobieństwo tego, że mogła się w nim utopić wynosiło jak dziesięć do x=y+57³(-¼7456)..
-Aaa! Ratunku topię się! – geniusz wciąż nie mógł dojrzeć dziewczyny.
- Na pomoc! – jej wrzask rozchodził się po całym wybrzeżu.
- A może prawdopodobieństwo utopienia się tu było jak dziesięć do 3x=y.. chronić to! Nikole, już biegnę!
Niewiele myśląc naukowiec wbiegł za koleżanką między fale.
- Nikole? Gdzie jesteś? Nikole! – Kowalski darł się na całe płuca, nie dostrzegając nigdzie pingwinki.
Nagle ktoś rzucił się na jego plecy, wpychając jego głowę pod taflę wody, przytrzymując chwilę.

Witam was ponownie! :D
Co myślicie o dzisiejszej notce?
Podobało wam się, jak Rico wywalczył najlepsze łóżko i jak potem „pomógł” kolegom?
No i co wy na kac Nikole? Mam nadzieję, że zdołałam rozbawić was zachwyceniem Szercia, kiedy szef przygotowywał remedium na kaca. Wydaję mi się, że ci którzy mieli (nie)przyjemność doświadczyć kiedyś tego poimprezowego uczucia, wiedzą dokładnie, że czasami rosół naprawdę wydaję się być eliksirem wszelkiego szczęścia ;)
Czy Nikole dobrze zrobiła, nie mówiąc Kowalskiemu o swoim dziwnym śnie? Może po prostu nie chciała wzbudzać jego zazdrości?
No i jak myślicie – jak skończy się ta wieczorna kąpiel w morzu? Czy ktoś czyha na życie naukowca?
Pozdrawiam was serdecznie i dziękuję, za wszystkie komentarze (na które w końcu zdołałam odpowiedzieć ;))
przesyłam wam moc dobrej energii, gdyż dowiedziałam się, że wrócę do Polski na wakacje na kolejny miesiąc! Dla was to może oznaczać, że publikacja notek znów będzie odbiegała od schematu – postaram się wszystko załatwić tak, abyście nie musieli czekać na mnie zbyt długo ;) 

31. Lot pierwszą klasą

Lot pierwszą klasą
Drużyna wyjątkowo sprawnie wykonała polecenia Skippera, mieszcząc się w sześć minut i dziewiętnaście sekund.
- No, no drużyno – bardzo efektywna gra zespołowa – mruknął zadowolony lider. Zlustrował wzrokiem pięć walizek które stały na podłodze, ledwo się domykając.
- Lepiej żeby mój ulubiony kubek był spakowany, bo inaczej odpłacę wam się morderczymi treningami – tu wszyscy, którzy pakowali walizki przełknęli głośno ślinę – w środku nocy – dodał szef, a Rico, Nikole, Kowalski i Szeregowy rzucili się w stronę walizek. Nikole otworzyła jedną z nich i pisnęła z przerażeniem. Wylazł z niej bowiem samozwańczy król lemurów, otrzepując swoje futerko w iście królewski sposób.
- Ogoniasty! Na płetwy wieloryba, co ty tu robisz? – wrzasnął poirytowany Skipper.
- Jadę na wakacje, nielocie gupi – klaszcząc dwa razy w ręce dodał – Maurice, mój królewski bilet!
Kolejna walizka otworzyła się i wypadł z niej szambelan. Zaczerpnął głośno powietrza i natychmiast zaczął szperać w walizce w której siedział. Wyjął z niej pogięty bilet i podał „władcy”. Julian z triumfalną miną machnął przywódcy biletem przed dziobem.
- Jadę na wakacje, bo mam bilet królewski. Zazdrościcie mi, pingwiny gupie?
Szef dostał swojego tiku nerwowego i jego powieka zaczęła dziwnie drgać.
- Pozwolę sobie dodać, że to jest bilet na metro – odchrząknął strateg – w dodatku jest nieważny.
- Wysoki, gupi Kowalski – oczywiście, że ten bilet nie jest na metro tylko na wakacje! Sam zobacz – Julek podłożył mu swój bilet wprost pod dziób – tu jest litera W, widzisz? W jak wakacje! – pokazał pingwinowi język i schował swoją zdobycz za plecami.
- To nie W, tylko odwrócone M! M jak metro! Ahhh czy to jest aż tak trudno zrozumieć? Dlaczego tylko ja to rozumiem? Nikt nigdy nie rozumie geniuszy! – naukowiec znów miał jeden ze swoich wybuchów, czym rozbawił Nikole, która śmiała się cicho w kącie z całej sytuacji.
- Od kiedy Julian potrafi rozróżniać litery? – szepnął do Rico Szeregowy.
- A ja wiem? – odrzekł swoim zachrypianym głosem psychopata.

*

Mimo posiadania „biletu”, wszystkie lemury zostały wykopane z bazy nielotów. Tyłek Juliana był wyjątkowo obolały, gdyż to Rico miał przyjemność wykopać go za drzwi. Pingwiny znów zebrały swoje rzeczy do walizek, nie zapominając o kubku przełożonego.

- Kowalski, analiza planów wakacyjnych – rozkazał niskim basem szef.
- Liczba podróżujących: pięć. Cel podróży: Południe Francji. Planowany przyjazd – spojrzał w zamyśleniu na wyświetlacz swojego smartfona – dziewiętnasta zero dwie.
- No i lodzio-miodzio panowie – resztę zdania zagłuszył głośny kaszel – i panie. Na garb ośmiornicy, nie możemy przyjąć, że „i panie” jest w domyśle? – spytał poirytowany Skipper, ale pingwinka tylko pokręciła przecząco główką.

Drużyna załapała się na lot do Nicei w samo południe. Ściśnięci w luku bagażowym starali się znaleźć wygodną pozycję, lecz po piętnastu minutach wszyscy byli już obolali.
- Rico, zdaję się na twoją kreatywność – rzekł zrezygnowany przywódca, wciskając swoją stopę w dziób Szeregowego, starając się ułożyć.
Zanim ktokolwiek zdążył się obejrzeć, psychopata znokautował kilku biznesmenów i stewardessę, którzy znajdowali się w pierwszej klasie. Zadowolone i rozbawione pingwiny wyskoczyły z luku na bagaże i usadowili się wygodnie na miękkich fotelach. Stewardessa zostawiła wózek z przekąskami w przejściu, który został natychmiast splądrowany przez młodzika, który zaczął zapychać dziób karmelkami, chipsami i orzeszkami prażonymi.

Skipper pokręcił głową z politowaniem i sam sięgnął do szuflady z napojami. Nalał sobie do szklanego kieliszka trochę whisky, które zalał sporą ilością coca-coli. Cały napój zwieńczył kostkami lodu i plastrem cytryny, po czym rozłożył się wygodnie, wyciągając nogi przed siebie. Napotkał wzrok Nikole i zrobił minę niewiniątka.
- Szefowanie jest bardzo stresujące – tłumaczył się, a ona uśmiechnęła się z przekąsem, wywracając oczami.

Nagle, sama podeszła do szuflady z napojami i powtórzyła ruchy dowódcy. Chłopcy wpatrywali się w nią ze zdziwieniem, ale ona zadowolona z siebie nic sobie z tego nie robiła.
- Eeem, piłaś już kiedyś? – spytał ostrożnie strateg, z zatroskaną miną.
- Nie pamiętam – odrzekła wesoło, po czym pociągnęła solidny łyk ze swojej szklanki. Przełykając gorzki napój, skrzywiła się z odrazą.
- Może zrobię ci bardziej damski ego drinka? – zaproponował dryblas, ale ona odmówiła i pociągnęła ze szklanki kolejny łyk.

*

- A ja mu wtedy wyjechałem z podwójnego kopniaka z saltem w powietrzu i ryp! Jak chłopina upadł na ziemię to się przez tydzień nie mógł pozbierać – relacjonował przywódca lekko bełkotliwym głosem, po czym zaśmiał się gromko. Samiczka wybuchnęła histerycznym śmiechem, parskając płynem który miała w dziobie. Zachwiała się lekko na krześle, przełknęła resztki drinka i sięgnęła po butelkę. Podniosła ją i smutno potrząsnęła pustą butelką.
- Zdaję się, że wypiliśmy wszystko Skipciu – powiedziała z żalem w głosie.
Naukowiec prychnął kiedy usłyszał jak dziewczyna zwraca się do szefa.
-Nikole, nie pij już więcej. Będziesz się źle czuła, zobaczysz – ostrzegał ją, ale ona zaczęła żałośnie machać rękami, pokazując mu, że go nie słucha. Czknęła kilka razy i znów się roześmiała, stanowczo zbyt histerycznie i zbyt głośno.
- Idę przypudrować dzióbek panowie, zaraz wracam – wybełkotała, po czym starała się podnieść ze swojego siedzenia. Ledwo stała na nogach i nie była w stanie przejść kilku kroków w linii prostej. Upadła na czworaka i wyszeptała:
- Chyba trochę mi niedobrze.
Geniusz rzucił się do pomocy, podnosząc ją delikatnie z podłogi.
- Chodź, zaprowadzę cię do łazienki.
Uwiesiła się na jego ramieniu, wciąż coś paplając. Drobnymi kroczkami zdołali dojść do toalety. Gdy tylko Nikole doszła do muszli klozetowej, zwymiotowała obficie. Kowalski trzymał jej włosy, nie wiedząc jak jeszcze może pomóc. Kiedy już skończyła i upadła na podłogę, wycieńczona i ledwo przytomna, strateg wystawił z kabiny głowę, posyłając szefowi mordercze spojrzenie.
- Wielkie dzięki, Skipper – skwitował ze złością.
- Dla ciebie szef, a nie Skipper. W dodatku sama chciała pić! – zrobił obojętną minę, wzruszając ramionami. Geniusz powrócił do pomocy pingwince, która znów zrobiła się zielona. Zmoczył delikatnie ręczniczek, który służył do wycierania rąk i przetarł jej twarz. Wytarł resztki tego, co zwróciła z jej dzióbka i przyniósł szklankę wody.
- Mówiłem,  żebyś nie piła – wyszeptał cichutko, biorąc ją na ręce. Ona owinęła się wokół jego szyi skrzydłami i znów zaczęła bełkotać:
- Kowciu, jak ja się cieszę, że tu jesteś. Jak dobrze, że jesteś tylko mój. Jesteś, prawda? Tylko mój? – dopytywała się. Choć wiedział, że wygadywała te rzeczy tylko dlatego, że alkohol uderzył jej do głowy i tak czuł się przyjemnie połechtany przez słowa samiczki. Nie miał serca jej kłamać, chociaż wiedział, że jutro i tak zapomni o wszystkim co się wydarzyło.
- Wszystko będzie dobrze – zapewniał ją.
- Mój Kowciu – pogłaskała go po policzku. Nim zdążył ją ułożyć na podwójnym siedzeniu, stał się purpurowy niczym piwonia.
- Idź spać, niedługo będziemy w Nicei – bąknął zawstydzony pingwin.
- Ale ja nie chcę spać! Ja chcę się bawić! Impreza!- wydała z siebie jeszcze okrzyk radości, zawieszając się Kowalskiemu na szyi i momentalnie zasnęła. Strateg został uwięziony – nie mógł zdjąć z siebie Nikole bez budzenia jej.
-Szefie? – zapytał z desperacją w głosie.
-Teraz to szefie, tak? – spytał ironicznie, ale w tym samym momencie podniósł się z fotela i pomógł żołnierzowi oswobodzić się z uścisku samiczki. Ułożyli ją na rozkładanym fotelu i przykryli kocem. Przybili sobie piątkę i wymienili serdecznymi uśmiechami. Byli jak dwaj bracia, między nimi pojawiła się wyjątkowa więź. Rozumieli się bardziej niż ktokolwiek inny, zwierzali się sobie jeszcze w czasach kiedy oboje byli szeregowymi. Zapewne właśnie dlatego ich kłótnia i rozłąka będzie dla nich tak bolesna.

*

W tym samym czasie, Nikole znowu pogrążyła się w jednym ze swoich dziwnych snów, które wydawały się dziwnie znajome. Tym razem, znalazła się tuż pod wieżą Eiffla w Paryżu. Nie było tam tysięcy turystów, ani nie było wijących się kolejek. Była tam tylko ona, a zachodzące słońce muskało delikatnie jej policzki. Wiedziała, że musi natychmiast wbiec na samą górę wieży. Nie wiedziała czemu, ale jak to w snach bywa, nie kwestionowała tej nieodpartej chęci.

Pojechała na samą górę windą, która sunęła lekko i cicho niczym powietrze. Zobaczyła swoje odbicie w szybie – spoglądała na nią piękna dziewczyna z wielkimi, lśniącymi oczami. Jej włosy były ułożone przez wiatr, a delikatne loczki zachodziły jej na czółko. Wciąż nie mogła uwierzyć, że to ona. W tym wydaniu była dużo młodsza, dużo bardziej zadbana i śliczna. Winda zatrzymała się delikatnie, a drzwi otworzyły się w akompaniamencie cichego „ding”. Stał tam delfin, odwrócony do niej plecami, wpatrujący się w panoramę Paryża. Tak bardzo chciała go dotknąć, poczuć jego gładką skórę własnym skrzydłem. Gdy tylko zrobiła krok na przód, chłopak odezwał się cichym, przygnębionym głosem.

- Nie. Nikole, to już koniec. Proszę odejdź – dziewczynie wydawało się, że płakał. Chciała go pocieszyć, spytać co się stało. Podeszła jeszcze bliżej, gdy nagle delfin wydarł się:
- NIE! USUŃ SIĘ Z MOJEGO ŻYCIA, NIE CHCĘ CIĘ NIGDY WIĘCEJ OGLĄDAĆ!
Zapadła cisza i tylko delikatny wiatr wciąż podwiewał jej kosmyki.

 

Witam was znowu po mojej chwilowej nieobecności ;D
Co sądzicie o tej notce? Rozbawiła was trochę scenka z Julianem? Muszę powiedzieć, że notka była zainspirowana moim niedawnym wyjazdem na Lazurowe Wybrzeże, podczas którego wreszcie się opaliłam ( i spaliłam sobie tyłek, ale to już sprawa drugorzędna ;))
No i co myślicie o tym, jak Nikole starała się zaimponować „Skipciowi”? No i oczywiście, o co może chodzić z tajemniczym snem? Chociaż nie, nie zgadujcie – jesteście w tym zbyt dobrzy ;D po prostu nie zapominajcie o nim zbyt szybko ;)
Odzyskałam wenę (bądź wełnę, jak to niektórzy nazywają) i jestem niezmiernie wdzięczna wszystkim, którzy mnie wspierali w pisaniu :) no i oczywiście wszystkim tym, którzy cierpliwie wyczekiwali nowych notek. Mam ich kilka w zanadrzu (!) więc powinny być dodawane dość regularnie :D
Poświęcę jeszcze kilka słów, aby wam podziękować, za to że tu wchodzicie i czytacie moje wypociny. W marcu zaczynałam z kilkoma zapisanymi kartkami, a na dzień dzisiejszy jest ich ponad sto! Dziękuję za wszystkie komentarze, za pochwały i uwagi, naprawdę to doceniam. Każdy komentarz przyprawia mnie o palpitacje serca i po każdym pojawia się na moich ustach ogromny uśmiech :) dziękuję wam, jesteście najlepsi na świecie!
Niestety zostałam ostatnio odizolowana od Internetu, więc nie jestem w stanie odpowiedzieć na wasze komentarze dokładnie w tej chwili (ale oczywiście zrobię to, gdy tylko będę miała dostęp do neta ;) )
Chciałam dodać tylko tyle: nie kłóćcie się o Doris! Jeszcze mam w planach kilka akcji z nią, więc nie zostanie odepchnięta od opowiadania, lecz nie chcę, żeby była perfekcyjną, potulną i grzeczną dziewczynką po uszy zakochaną w Kowalskim. Taka jest moja interpretacja tej oto postaci i tyle ;) niektórzy w opowiadaniach przedstawiali Kowalskiego jako zbuntowanego pingwina, który miał dosyć Skippera i choć odbiega to mocno od charakteru Kowalskiego i tak podobała mi się i taka interpretacja, więc cicho-sza i czytajcie dalej ;) a nóż widelec spodoba wam się taka „barwna” Doris?
Jeszcze jedno, nikogo z tego bloga nie wyganiamy i nie zbywamy słowami „nie podoba ci się, to tu nie wchodź”, dla mnie ważna jest opinia każdego i ją szanuję, więc nie wyganiajcie ode mnie czytelników, oki? ;)
Ale się rozpisałam xD po prostu stęskniłam się za wami! Niedługo znów będę miała Internet i kolejną notkę dla was (tym razem jest już napisana ;) )
Mam nadzieję wciąż widzieć komentarze od was, moich stałych czytelników, jak i od nowych przybyszów na moją stronkę.
Pozdrawiam was, trzymajcie się cieplutko (co nie jest ciężkie, zważając na upały) i miłego czytania oraz wypoczywania!